Na placu zabaw


Plac zabaw numer 1
Lokalizacja: teren żłobka
godzina: spaceru w żłobku
osobniki: dzieci 2-3 lata

Stoją przed bramką.
Jeszcze jest zamknięte.
Przebierają nogami.
Tumany kurzu spod ich stóp wzbijają się ku gorze.
Czekają niecierpliwie. Idzie ONA – ciocia-niania. Otwiera bramkę i…. WYSTARTOWALI!

Lecą przed siebie i jakby mogły to wszystkie by krzyczały „URRRAAAA!!”
Wymachują radośnie rękoma, biegną mało nóg nie pogubią.

Pędzą jak ogary spuszczone ze smyczy, jak tłum na otwarciu TESCO, jak klienci MediaMarkt w noc promocji.
Pędzą w stronę mini małpiego gaju i zjeżdżalni.
I już wskakują na zabawki – jak gumisie po wypiciu soku z gumijagód wysoko, jeszcze wyżej!

Wszędzie ich pełno! Piszczą z radości, wchodzą sobie na głowę, ściągają czapki, przepychają w kolejce, stają na drodze zjeżdżania, przewracają się i wspinają jedno na drugie.

Wieszają się całymi stadami na huśtawce przeciwwadze i krzyczą i śmieją się do rozpuku.
Kiedy wracają na obiad to ledwo powłóczą nogami i już tylko myślą o leżakowaniu!


Plac zabaw numer 2
Lokalizacja: osiedlowy plac zabaw
godzina: po-pracowa
osobniki: dzieci 2-3 lata

Wchodzą za rękę z mamą lub babcią.
Próbują biec na zjeżdżalnię ale nie mogą „bo się spocą„. Poza tym „tu się nie biega tu trzeba spokojnie!”
Na pewno nic im się nie stanie, bo zawsze ktoś im towarzyszy i chucha i dmucha.
Nie wjedź w chłopczyka, nie wspinaj się na zabawkę, oj bo pójdziemy do domu, nie rusz tego rowerka, nie wdrapuj się sam tak wysoko, nie rwij trawy… 
Wychodzą do domu z wrzaskiem bo się nie nabawili – kto by się dziwił.

To są te same dzieci.
Samodzielne i żywe.
Nie biją się do krwi, nie robią sobie krzywdy, bawią się ze sobą i tu i tu.

Dziwnie na mnie czasem się patrzą ludzie na placu zabaw – wpuszczam Młodego na placyk, mówię „Leć” siadam z boku i obserwuję.

Patrzę jak ktoś mu podkrada zabawkę, jak on podkrada piłkę, jak się przepycha z kolegami do ciuchci, jak jakaś dziewczynka w niego wjeżdża ze zjeżdżalni… nie reaguję o ile nie ma konieczności niezbędnej lub sytuacji grożącej otwartymi ranami ciętymi, gryzionymi lub szarpanymi.

Nikt nie płacze, nikt nie krzyczy, nic nie jest złamane, a dzieci budują między sobą własne relacje bez konieczności dorosłej ingerencji.

Chciałabym więcej takich miejsc gdzie rodzice nie prowadzą dwulatków, trzylatków za rękę do każdej zabawki.

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

34 komentarze

  • Mandarynkowa Mama
    1 maja 2013 at 08:31

    Zgadzam się – plac zabaw jest aby się wyszaleć , bo gdzie by indziej tak "na legalu" sie wspinać, podkradać zabawki, biegać itp ;))

  • Kamila S
    1 maja 2013 at 10:09

    Zgodzić się mogę tylko i wyłącznie wtedy gdy te Dzieciaki z placu numer 2 trzymane są kurczowo za rękę, a Matka liczy oddechy. Może miałabym takie same poglądy gdyby moje Dziecie nie dostało butem w buzie podczas gdy na placu numer 1 szalał sobie właśnie Chłopiec kompletnie olany przez Tatula .
    Dlatego jednak wolę mieć oko na wszystko po tym nieprzyjemnym incydencie-
    nie popadam jednak w paranoje bo Dziecie wyszaleć się musi 🙂

  • Zaradna Mama
    1 maja 2013 at 10:22

    Hafija – szkoda, że nasze maluchy nie bawią się na jednym placu zabaw. Jak moje się wywalą, to bez emocji mówię, żeby wstały, otrzepały rączki / kolanka i leciały dalej do zabawy. Najgorzej jak jakaś nadgorliwa (obca) mama/babcia rzuci się moim z pomocą i "ojoj – ajaj" na ustach. Ryk murowany :-/

  • Gizanka
    1 maja 2013 at 11:04

    By cieszyć się dzieciństwem dzieciaki muszą się wyszaleć, ubrudzić i troszkę obdrapać:) A potem jest co wspominać:)

  • eFKa
    1 maja 2013 at 11:26

    Ja jestem mamą prawie 1,5 latka nie ingeruję podczas negocjacji zabawkowo-miejscowych, pomagam jeśli Adaś daje znak, że potrzebuje pomocy w skorzystaniu z atrakcji placowej, ale mam wątpliwości co zrobić przy akacjach ofensywnych typu "atak" dwulatka z wystawionymi ząbkami 😉 nie po to by pocałować oczywiście, a ugryźć w ramię albo bieg z wiaderkiem z celownikiem nakierowanym na głowę Adasia. Nie wiem co zrobić w takich sytuacjach, macie jakieś metody? Usuwać młodego z linii ataku, czy zwracać uwagę atakującemu?

  • Kinga
    1 maja 2013 at 11:30

    Masz rację- od tego jest właśnie plac zabaw.
    Puścić malucha (oczywiście obserwować go), ale nie stać nad nim jak kat nad ofiarą.
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Nessie
    1 maja 2013 at 11:35

    Generalnie mam podobne podejscie dwoma wyjatkami. Po pierwsze waruje jak zandarm po tymi idiotycznymi ustrojstwami z rura do zjezdzania jak dla strazaka na ktore moj syn z luboscia sie wspina ale jest za maly by bezpiecznie zjechac sam i trzeba go asekurowac. Idiotyzm kompletny juz widzialam jak dziecko z tego spadlo i wzywana byla karetka….druga sprawa to moj syn nauczony jest ze absolutnie nie wolno wspinac sie po zjezdzalni, to przeszkadza innym dzieciom w zabawie i nie znosze zjezdzalni usmarowanych buciorami. Od malego uczylam go tez by natychmiast zszedl na bok jak zjedzie. I to cala moja interwencja zwykle.

  • Mamiczka
    1 maja 2013 at 12:17

    Dwulatek biegający po placu zabaw bez opieki (bo mama siedząca na ławce, to tak jakby jej nie było)? To dla mnie brak odpowiedzialności.

  • takatycia
    1 maja 2013 at 12:32

    Wyobraziłam sobie te dzieci na placu nr 1 :)))))

  • Ag Ryn-Blas
    1 maja 2013 at 12:43

    Ja tez nie ingeruje w wojne o zabawke. choc jesli chodzi o ciuchcie zawsze przylatuje do mnie o wsparcie. Trzeba sie dzielic, mowie mu wtedy i daje "distraction" inne auto czy slonika… Na placu zabaw to sam mi mowi papa i leci sie bawic… Dorosly jest, mysli sobie… 🙂

  • MM
    1 maja 2013 at 13:28

    nie lubię przepełnionych placów zabaw, w tamtym roku notorycznie na takim ginęły nam zabawki do piasku
    teraz mamy plac zabaw kameralny, w końcu

  • greeneyekitty22
    1 maja 2013 at 17:09

    zgadzam sie…tylko na osiedlowym placu zabaw zazwyczaj nasz dwu-trzy latek bawi się w towarzystwie 4, 5, 6 latków – i wtedy już nie jest tak zabawnie, bo starsze dziecko nie cacka sie z takim maluchem.

  • agula
    1 maja 2013 at 19:59

    Fabi ma 1,5 roku a ja i tak staram się być koło niego na placu tylko gdy się wspina na zjeżdżalnie lub sam mnie woła abym przyszła 😉 A Emilka to biega już z innymi dziećmi i nawet gdybym chciała jej bardzo pilnować to nie da się już – w końcu to duża 4letnia dziewczynka, która na placu zabaw potrzebuje już nie mamy ale koleżanek 😉

  • Mama Synka Mukolinka
    1 maja 2013 at 20:53

    Dziś na spacerze po okolicy obserwowałam dzieci bawiące się w piaskownicy i zastanawiałam, czy moje dziecko będzie się też tak bawić… Ogólnie jest to odradzane mukolinkom – w piasku/ziemi jest najwięcej bakterii typu pseudomonas, bardzo dla mojego Syna niebezpiecznej. Chciałabym być taką wyluzowaną mamą, która pozwala na to, żeby się ubrudzić, żeby sobie poszaleć… ale czy będę mogła taką być? Czy moje dziecko będzie miało normalne dzieciństwo? …

  • buzz
    1 maja 2013 at 21:14

    ??? hmmmmm niby czemu matka nadzorująca wzrokiem to tak jakby jej nie było? To powinna stać nad dzieckiem niczym kat i najlepiej jeszcze mówić mu jak ma się bawić?
    Dzieci są różne, jedne są odważne i bardzo kreatywne, a drugie trochę nieśmiałe i potrzebujące wsparcia, ale nie rozumiem po co przeszkadzać tym które super sobie radzą samodzielnie. A 2-latek to już bardzo duże dziecko i nie ma sensu go upupiać, jak to często widzę na placu zabaw i w ogóle…

    Oczywiście trzeba dbać o jego bezpieczeństwo, ale w sposób mądry a nie kwokowaty ;p

  • Tekstualna
    1 maja 2013 at 21:18

    mając taką mamę na pewno ma i będzie miało piekne dzieciństwo, najlepsze!

  • Duśka
    1 maja 2013 at 21:27

    Kurczaki. Post trafiony we mnie. Ja niby chcę dać małej swobode. Niby obserwację prowadzę. Ale wołam 'uważaj' i czasem podchodzę do niej 😉 cięzko mi nad tym zapanować, mimo iż się staram.

  • Hafija
    1 maja 2013 at 21:28

    Też to chciałam napisać !

  • Hafija
    1 maja 2013 at 21:29

    Trafiona zatopiona 😀 A ja nie znam mamy która by tak chociaż raz nie krzyknęła mi raczej chodziło o takie…hmm ekstremum – za rączkę po placyku 😀

  • Aredhela
    1 maja 2013 at 22:39

    A ja uważam, że skoro 2-letnie dziecko nie jest w stanie wytworzyć sobie pojęcia własności, to trzeba mu jednak pewne rzeczy wytłumaczyć. I zawsze mówię Młodemu żeby nie zabierał cudzych zabawek. Czego by się nauczył puszczony samopas? Że wygrywa silniejszy i większy, silniejszy zabiera słabszemu, że co ukradniesz to twoje, a co moje to nie rusz… Taka dżungla? Mnie się to nie podoba. Wolę patrzeć co się dzieje, ingerować i tłumaczyć.

  • Mamiczka
    1 maja 2013 at 23:09

    Dla mnie dwulatek to wciąż bardzo małe dziecko, które nie potrafi jeszcze realnie ocenić pewnych zagrożeń. A mama siedząca na ławce, nigdy nie zdąży zareagować w pewnych sytuacjach. A potem jest płacz, lament, a ja myślałam, że nic nie może się stać itd. Byłam świadkiem takiej sytuacji, kiedy na malucha (prawie 2,5-letniego) starsze dzieci przewróciły zjeżdżalnię. Gdyby matka stała obok, nie doszłoby do tego. A tak z ławki, mogła co najwyżej krzyknąć o boże. Dziecko przeżyło, ale mogło się skończyć tragicznie. Pomijam już fakt, że ten plac zabaw to nieporozumienie, skoro zjeżdżalnię są w stanie przewrócić dzieci.
    Dlatego mamom dwulatków na ławkach mówię zdecydowane nie 🙂

  • Mama Ka
    1 maja 2013 at 23:10

    Dokładnie…

  • buzz
    1 maja 2013 at 23:43

    Ja w sytaucjach spornych tłumaczę łopatologicznie kładę przed Jeremim łopatkę i mówię: to jest twoje, pokazuję na auto innego dziecka i mówię: a to jest chłopczyka, nie wiem czy ci pozwoli się nim bawić. Ostatnio młody (16 miesięcy) mnie rozwalił, bo zaproponował wymiankę – oddał koledze swoje grabki i wziął zamiast tego jego inną zabawkę 😀

  • buzz
    1 maja 2013 at 23:46

    Dlatego fajnie jest na placu zabaw rano, jak starszaki są w przedszkolu i szkole, a na plac przychodzą same maluszki. Wtedy te maluchy fajnie się bawią same i nie trzeba mocno ingerować. No a jak wpadną starsze chłopaki to już gorzej ;p

  • MK plus J
    2 maja 2013 at 00:21

    Super post!Zgadzam sie, tylko kiedy ja tak syna obserwuje jak on ta lopatke podkrada lub ze slzgawki zejsc nie chce to czuje na sobie wzrok zlowrogi: "No nie zwroci uwagi dziecku, ma to gdzies! nic nie poprawi…i jak chce tego malego uparciucha na czlowieka wychowac?"

  • córka
    2 maja 2013 at 07:44

    chyba jestem jedyną, która zgadza się z Mamiczką.
    na "samodzielność" przyjdzie czas.
    niech dziecko nauczy się oceniać realnie zagrożenie.
    co nei oznacza, że jestem zwolenniczką kurczowego trzymania dziecka za rękę.
    choć na zjężdżalnię czy huśtawkę taki dwulatek sam nei wejdzie.

  • BebeandCompany
    2 maja 2013 at 09:01

    A ja przygladam sie Mamom z Placu Zabaw nr 2 i zastanawiam sie w jakim celu ingeruja w zabawy dzieci, patrzac na wlasne doswiadczenia taka mama na placu zabaw to samo zlo i wprowadza wielkie zamieszanie, bo pilnuje zeby jej synusiowi nikt nie zabral lopatki, zeby w oczki nie nasypal, ale o dobrych manierach zapomna gdy jej dziecko sypnie piachem w oczy czy pchnie kolege, szkoda gadac my od takich placow zabaw z dala, szukamy miejc gdzie chlopcy moga swoja energie spozytkowac

  • Jacquelane
    2 maja 2013 at 17:16

    Nie wiem czy będę potrafiła usiąść na ławce i patrzeć jak moje dziecko biega po całym placu. Chyba za bardzo będę się bała, że może się coś nieprzewidzianego wydarzyć i nie zdążę zareagować. Nie będę trzymała za rączkę, ale będę szła za nim i obserwowała.

  • mo wie
    2 maja 2013 at 20:36

    Coś jest na rzeczy z tymi rodzicami-cerberami. Wczoraj byliśmy na majówce i co chwilę słyszałam tylko rodziców musztrujących swoje dzieci jakimiś absurdalnymi rozkazami, np. żeby jadły loda na siedząco, bo widocznie stać z lodem nie wypada;)?! ehhh…

  • Nessie
    2 maja 2013 at 20:54

    A czemu dwulatek sam nie wejdzie na zjezdzalnie? Moj wchodzil bez problemu. Jak sie dziecku pozwoli to bez problemu uczy sie samo naturalnie wielu rzeczy. Ale znam 5-latka ktory wola rodzicow za kazdym razem by zapalili mu swiatlo w toalecie bo nie wpadnie na to by wziac stoleczek i poradzic sobie samemu. I to jest straszne dla mnie.

  • MałyRycerzMaurycy
    2 maja 2013 at 22:17

    Staram się nie blokować i nie wyręczać, choć mam świadomość, ze rożnie mi to wychodzi bo utrudnieniem jest mój pedantyzm – ale taką strategię obrałam i najważniejsze że jestem świadoma że czasem trzeba "puścić" – od początku nie rozckliwialiśmy się nad każdym upadkiem – i teraz synek po "Bach" prawie nigdy nie płacze – wstaje, otrzepuje się i kontynuuje gonitwę za króliczkiem :)))0

  • Hafija
    2 maja 2013 at 22:19

    Nasz tak samo 🙂 Wstaje oznajmia spokojnym tonem "Ała" i leci dalej z uśmiechem na buziaku !

  • Hafija
    2 maja 2013 at 22:20

    To ja już wiele Faux pas popełniłam 😛

  • Hafija
    2 maja 2013 at 22:20

    Ja też takich miejsc szukam 🙂

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Warszawa | Świętuj z nami 1. urodziny milk & love!

    Listopad 22 @ 11:00 - 15:00
  2. Warszawa | karmienie piersią od A do Z

    Listopad 24 @ 10:00 - 12:00
  3. Warszawa | Odstawienie od piersi

    Listopad 24 @ 12:30 - 14:30
  4. Lublin | Dzień Bobasa 27-11-17

    Listopad 27 @ 10:00 - 15:00
  5. Bielsko-Biała | Karmienie od A do Z / Odstawienie od piersi

    Grudzień 13 - Grudzień 14

Pobierz darmowy e-book