E-book – "Ty tez jesteś ekspertem"


Zapewne pamiętacie moją współpracę z marką Möller`s🙂
Teraz zapraszam Was do zapoznania się z e-bookiem przygotowanym przez producenta tego wyjątkowego tranu. Jest tam sekcja napisana przeze mnie a dotyczy… no cóż.. karmienia piersią i tego jak się do tego karmienia przygotować  😀
E-book możecie pobrać o TUTAJ

Dla trzech osób które w komentarzu napiszą swoje rady nawiązujące do mojej części e-booka przygotowaliśmy zestawy pysznego tranu 😀

  • Möller`s Tran Norweski o aromacie cytrynowym, 
  • Möller`s Tran 
  • Norweski o aromacie owocowym, 
  • Möller`s Tran Norweski 50+, 
  • Möller`s Omega-3 Rybki (36
  • żelowych rybek) 
  • oraz opakowanie Möller`s Forte 60szt.

To do dzieła! Po tran możecie się zgłaszać do 28 kwietnia

regulamin o TUTAJ
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

14 komentarzy

  • Marcelka
    18 kwietnia 2013 at 11:51

    Uwierz w siebie!! Te słowa chyba oddają WSZYSTKO. Jak młoda mama uwierzy w siebie to to już klucz do sukcesu. No i to o czym pisałaś a czego mi brakowało.. byłam sama samiuteńka. Brakowało mi takiej rady koleżanki czy wsparcia.. Gratuluję publikacji !

  • Małgosia O.
    18 kwietnia 2013 at 12:53

    Karmię mojego synka piersią od ponad 18 miesięcy. Sprawdziłam na sobie, polecam i doradzam:
    1. W miejscu karmienia zawsze czekały na mnie dodatkowe poduszki, świeża pieluszka tetrowa, kocyk dla Małego i koc dla mnie oraz mały stołeczek. Poduszki pozwalały wygodnie się ułożyć, wtykałam poduszki pod plecy czy pod łokieć by plecy nie bolały czy ręka nie drętwiała. Pieluszka była potrzebna do odbekiwania i osuszenia buzi maluszka, kocykami się otulaliśmy, a stołeczek pozwalał wygodnie ułożyć mamine nogi i przybrać królewską pozycję.
    2. W miejscu karmienia i przy łóżku zawsze stała mała poręczna butelka wody – pierwsze tygodnie karmienia to ogromne pragnienie.
    3. W czasie nocnych karmień w pierwszych tygodniach życia usnąć nie pozalały mi „Gotowe na wszystko”. W ciszy lub przy muzyce usypiałam od razu i mąż parę razy zastał mnie śpiącą ze śpiącym dzieckiem na rękach. Przy „Gotowych na wszystko” nie zasnęłam nigdy. Obejrzałam tak parę sezonów  mąż zawsze zostawiał mi piloty pod ręką w miejscu karmienia.
    4. przez pierwsze miesiące starałam się jeść bardzo regularnie, zdrowo, często i bardzo różnorodnie. Jadłam praktycznie wszystko. Za poradą położnej w pierwszych tygodniach karmienia wyeliminowałam z diety ostre przyprawy, cebulę i czosnek, warzywa strączkowe i kalafiora – wzdymają, czekolada, cytrusy i orzechy – alergeny, nie piłam też kawy (o używkach nawet nie wspomnę! Wiadomo!). za poradą położnej dodawałam do potraw odrobinę kminku i czasem popijałam koperek – by ulżyć dziecku w ew. kłopotach z brzuszkiem.
    5. Od trzeciego trymestru wiedziałam, że będę rodzić cc. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że nie uda mi się karmić piersią. Wręcz przeciwnie. Byłam pewna, że tak będzie. Chciałam karmić piersią i wierzyłam, że mi się uda. Wiara czyni cuda! Od początku karmienia piersią bardzo wspierała mnie moja mama – laktacyjna świruska (ja byłam karmiona piersią do 3 roku życia). Dobrze mieć w swoim otoczeniu taką osobę!
    6. Nie obyło się bez przejściowych problemów: obolałe, podrażnione, pogryzione brodawki, nawały pokarmu, guzki w piersiach od zastojów, bardzo bolesne piersi. Pomogły w zależności od potrzeby: liście kapusty, chłodne okłady, ciepłe prysznice, masaże, odciąganie laktatorem. Obolałe brodawki za poradą położnej smarowałam mlekiem z piersi lub specjalną maścią, której nie trzeba zmywać przed karmieniem oraz wietrzenie 
    7. W pierwszych miesiącach karmienia bardzo potrzebne okazały się też wkładki laktacyjne. Wybrałam swoje ulubione metodą prób i błędów. Zdarzały się takie, które zostawiały kłaczki waty na brodawkach lub takie, które, o zgrozo, przyklejały się do brodawek! Na szczęście na rynku jest parę naprawdę dobrych w rozsądnych cenach.
    8. W pierwszych miesiącach karmienia dobrze jest mieć zawsze przy sobie dużą chustę lub szal. Pozwoli dyskretnie nakarmić maluszka w miejscu publicznym, w razie plamy na bluzce gdy wkładka przecieknie lub przesunie się można się nim omotać i przykryć plamę, przyda się też jako kocyk dla maluszka.
    9. Warto też nauczyć się jak najszybciej karmić maluszka na leżąco, dla mnie nie było to łatwe i zajęło mi to trochę czasu, ale odkąd karmię na leżąco noce są łatwiejsze.
    10. Karmić ile się da, tyle na ile się oboje: mama i dziecko zgadzacie, ile chcecie, nie słuchać życzliwych, dobrych cioć, lekarzy, który mówią, że karmienie powyżej 6 miesięcy to przesada, niepotrzebne, niekonieczne, i inne, których nie mam ochoty cytować. To Wasza: mamy i dziecka wspólna decyzja. Wasza droga. Wasz wybór.

  • Katarzyna Suliga
    18 kwietnia 2013 at 12:57

    W pełni popieram – KARMIENIE jest W GŁOWIE. Uważam, że nie należy stawia sobie wygórowanych celów, trzeba posiłkować się metodą małych kroczków i pozytywnym nastawieniem, a sukces przyjdzie.
    Sama jestem tego najlepszym przykładem – do karmienia podeszłam bez presji, na spokojnie i pozytywnie nastawiona – i jestem mamą karmicielką od ponad 2 lat. Aktualnie mam małą przerwę, a od lipca, kiedy przyjdzie na świat moje drugie dziecko, będę karmić znowu. Uważam, że jest to najpiękniejsze doświadczenie i cudowna relacja między mamą a dzieckiem.

  • Katarzyna Mirek
    18 kwietnia 2013 at 16:29

    Jeśli chodzi o moje rady dotyczące karmienia piersią to mogę to opisać w dwóch zwrotach: zaciśnij zęby i walcz o siebie i dziecko. Karmie już/dopiero 11 miesiąc i jakoś z synem nie kończymy tematu. Więc moje uzasadnienie:
    zaciskaj zęby – czasami boli gdy brodawki krwawią lub gdy mały gryzie swoimi małymi ząbkami, trzeba być pewnym karmienia gdy budzi się bąbel co 30min w nocy na ciumkanie cyca, gdy chce się wyjść ale nie nie mieścimy się w grafiku karmień:(
    walka o siebie i dziecko – wiem że wszystkie te skrajne uczucia, euforia przeplatana łzami, graniczne zmęczenie przeplatane zastrzykiem hormonów radości gdy dziecko się przytula, gdy zajrzy ci w oczy, to niestety była i jest walka. A tak zeby nie wyjść pesymistycznie, karmienie piersią to jeden z piękniejszych aspektów macierzyństwa, którego nie odbierze nam nikt, jeśli same będziemy chciały i się odrobinę postaramy:) Nie wyobrażam sobie nie karmić synka piersią;)

  • anita Oliwkowska
    18 kwietnia 2013 at 20:08

    Hanulkowa Mama wita! mysle ze mam coś tu do powiedzenia…z własnego doświadczenia.
    Zacznę od tego, że szczęśliwą mamą stałam się poprzez planowe cesarskie cięcie ze względów zdrowotnych. Niestety cc miałam tydzien przed planowanym terminem porodu a więc w moim przypadku skutkowało to jeszcze brakiem tzw siary, czyli mleczka dla dzidziusia:(
    jak Małą przystawiłam pierwszy raz do piersi to coś tam zaczęło kapać, Maluda starała się jak mogła i ssała choć i jej ciężko to szło.
    I tu zaczęła się moja wojna z personelem szpitala.
    Niby mówi się że szpitale są przyjazne matce i dziecku ale są też i takie, które niestety zostają z "przedwojennym" personelem-no i ja do takiego trafiłam niestety. Co ja się nakłóciłam i nawojowałam z pigułami i położnymi…one najchętniej od razu dałyby butle córci, na łatwiznę szły bo twierdziły że Mała się nie najada! Na Sali leżała ze mną też dziewczyna której wmówiły że po cc nie ma pokamu i automatem na butlę ja dały i teraz uwaga SZOK(!) dostawała ta dziewczyna od nich jakies herbatki na zatrzymanie laktacji jak jej córeczka już do butli się przyzwyczaiła! No dla mnie makabra!
    Ja jednak nie poddałam się i walczyłam o to karmienie piersią jak typowa lwica o pokarm dla swojego dzieciątka! Często dostawiałam córcię do piersi co niestety okupione było bólem i łzami( po cc byłam strasznie obolała a że personel nastawiony był na butlę dla dziecka nie pomagał mi w tym w ogole kilkukrotnie nawet mnie nie słuchali i podali Małej butelkę gdyż patrzyli jak Mała je i jedna np. tekst rzuciła „przecież to dziecko jest ułomne”->butla)
    Wracając do tematu- po częstym dostawianiu dziecka w końcu to mleko napływało, powoli bo powoli ale osiągnęłam sukces!
    Wiedziałam, że dzidziuś pije tyle ile musi i tyle ile jego żołądeczek pomieści-nie więcej, nie mniej! Każda kobieta ma pokarmu tyle ile jej dziecko potrzebuje, i w miarę zwiększania jego potrzeb to mleko napływa! NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK BRAK POKARMU! To często starej daty położne próbują nam coś takiego wmówić! Jeśli jesteśmy zdrowymi kobietami, nie ma przeciwwskazań medycznych to każda z nas jest w stanie wykarmić swoje dziecko! Produkcja mleka u każdej kobeity jest inna bo każde dziecko potrzebuje indywidualne ilości pokarmu.
    Mój APEL! pamiętajcie, że w pierwszych dobach Dzidzius jest opity wodami płodowymi i nie musi wypić niewiadomo ile tego mleka! Nie martwcie się że dziecko mało pije w pierwszej dobie życia! Macie czas na "odkręcanie swojego kraniku";)dla Waszego Dzidziusia! Nie dajcie się i walczcie o tak piękne chwile jakimi są karmienie serce przy sercu! Moja córa ma 7miesięcy skończone i nadal karmię! Ba! Wydaje mi się że mogłabym wykarmić bliźniaki…:)

  • agf
    19 kwietnia 2013 at 12:55

    Jeśli chodzi o największe problemy związane z wczesnym macierzyństwem, jakie mnie spotkały to oprócz ogólnego chaosu w głowie, życiu, ciągłego niewyspania i strachu wielkim PROBLEMEM okazało się karmienie piersią.

    Od początku chciałam tak karmić, bo po prostu wydawało mi się to naturalne. Planowałam karmić tak do roku – żeby nie za długo, a wystarczająco.
    No i tak -najpierw mi nie szło. W domu po pierwszej nocy po powrocie ze szpitala mąż jechał do nocnej apteki po mleko modyfikowane, bo mały nie chciał ciągnąć, a coś jeść musiał.Ja nie chciałam zaprzepaścić szansy, więc kupiłam zwykły ręczny laktator by utrzymać laktację. Piersi miałam w strupkach, chyba każda mama na początku to przeżywa. Bolało potwornie, ale ze łzami w oczach stwierdziłam, że się nie poddam. Mąż wychodził z pokoju, bo jak ściągałam t strupki pękały, krew leciała, ja z bólu musiałam zapierać się nogami o szafę… I tak tydzień czasu ściągałam, karmiłam z butelki tym ściągniętym i dokarmiałam mm. W końcu pomogła mi położna środowiskowa – kazała użyć kapturków. I pomogło – synek miał za co załapać i rozpoczęliśmy karmienie tylko piersią. Nie powiem, było to uciążliwe. Co 2 godziny karmiłam, karmienia trwały nawet po 60 minut. Byłam uwiązana, nie mogłam się wyrwać odpocząć. Na początku miałam dość, karmienie nie okazało się być tak wspaniałe jak to opisują czy jak to widać na obrazkach, gdzie jest radosna mama i wtulone w nią maleństwo… Jednak obiecywałam sobie, że dam radę, postaram się, oby tylko pokarmić synka choć 3 miesiące. Potem jak nam się już udało zgrać i zaczęłam te chwile odczuwać jako przyjemność, postanowiłam, że będę karmić do 6 miesięcy. Jednak w okolicach 5 miesiąca synek zaczął przy karmieniu się wiercić, odpychać, płakać. Szukając przyczyny zwiedziłam gabinety pediatry, neurologa, poradni laktacyjnej. Tak się zaparłam! W końcu musiałam się pogodzić z tym, że on po prostu z sobie tylko znanych przyczyn czasem nie chce. I tak przez 1,5 miesiąca karmiony był mieszanie przy czym przez kilka tygodni ja miałam mega depresję. Każde danie mu butelki z mm to był mój płacz, nerwy, nieraz chyba z tego stresu leciała mi krew z nosa. I nie chodziło tylko o jego dobro, o to, że tyle mówi się o tym, ze mleko matki jest najlepsze. Nie. W którymś momencie zaczęło chodzić o mnie. Czułam z synkiem taką więź, uczucie towarzyszące mi podczas karmienia było tak niesamowite, że płakałam na samą myśl o tym, że on nie chce i że zaraz się to skończy. Stopniowo synek cyckał coraz mniej, aż w końcu każde karmienie kończyło się mm. Po 6 miesiącu dopadło mnie jakieś zatrucie, przez 3 dni brałam silne leki i musiałam zdecydować co dalej. pomyślałam, że może to zrządzenie losu, może to okazja by karmienie zakończyć. Bo przecież kiedyś trzeba będzie przestać i może być jeszcze trudniej. I tak się skończyła nasza przygoda z karmieniem. I tak sobie teraz myślę, że jestem szczęśliwa, że w ogóle było mi to dane, bo niejedna kobieta karmić nie może. A to, co mogłam zrobiłam, dałam synkowi wszystko i nie mogę mieć wyrzutów, że mogłam zrobić coś więcej. I chyba to jest najważniejsze – żeby matka się dobrze czuła. Według mnie jest sprawą indywidualną czy kobieta będzie karmić piersią, czy chce czy nie – to jej wybór. Nacisk mediów, społeczeństwa na karmienie piersią jest jednak według mnie zbyt duży – ja bardzo chciałam karmić i jak mi nie szło to przez tą całą nagonkę na karmienie piersią czułam się jeszcze gorzej! A nie tak ma być! Mama ma być szczęśliwa by dziecko było szczęśliwe!

    Z własnego doświadczenia mogę więc powiedzieć, choć może się to nie spodobać niektórym, że owszem, karmienie piersią jest wspaniałe, gdy już się nabierze wprawy i gdy wszystko idzie dobrze i, że owszem jest to niesamowita więź i że tak, często, tak jak ja trzeba się zaprzeć i dążyć do celu, ALE należy być świadomym, że niekiedy nie ma rady i nic się zrobić nie da i że to też nie jest wielka TRAGEDIA.

    a.filipowska@poczta.onet.pl

  • mordoklejka838
    19 kwietnia 2013 at 13:43

    Nie wiem, czy moja odpowiedź może zaliczyć się do konkursu, bo mam tylko jedną radę, ale mam potrzebę podzielenia się nią i moim doświadczeniem… nie daj sobie wmówić, że nie możesz karmić piersią. Jeśli bardzo tego chcesz, walcz i szukaj pomocy i wsparcia.
    Mnie niestety wszyscy wykluczyli na starcie. Miałam nieplanowaną cesarkę w 34 t.c. Z mlekiem nie miałam problemu, bo na początku miałam duży zapał, żeby karmić piersią. I kiedy tylko pojawiło się (na trzecią dobę), odciągałam je laktatorem co dwie godziny, nawet w nocy. Jednak mój syn, który urodził się za wcześnie, nie miał odruchu ssania. Był karmiony moim mlekiem przez sondę, do mleka dodawano jakiś proszek na szybszy przyrost wagi. Kiedy wyjęli gsynka z inkubatora, uczony był odruchu ssania na butli. Położne od razu wybiły mi z głowy karmienie piersią. Powiedziały, że jest za mały i nie będzie miał siły ssać. Poza tym tłumaczyły, że muszą dokładnie wiedzieć ile mililitrów mleka wypił mój syn i najlepiej będzie, jak będę odciągać mleko i karmić go butlą. Po powrocie do domu zaczęłam przystawiać synka do piersi. Niestety bez żadnych pozytywnych skutków. Artur prężył się, płakał, nie chciał ssać. Położna, która do mnie przychodziła, stwierdziła, że teraz to już nie ma sensu, bo dziecko nauczone jest ssać z butli. Poza tym za mało waży, żeby podjąć taki wysiłek. Cóż mogłam zrobić? Poddałam się, nie walczyłam. Myślałam, że wszyscy mają rację. Dziś postąpiłabym inaczej, ale nie byłam przygotowana na taką sytuację. Dlatego Twoja rada dotycząca porodu przedwczesnego i karmienia wcześniaków jest bardzo cenna. Każda kobieta powinna brać taką ewentualność pod uwagę i być przygotowana. I nie dać sobie wmówić, że wcześniaków nie można karmić piersią. Bo można. Gdybym tylko spotkała kompetentny personel medyczny na swojej drodze lub jakąś pomocna duszę, zapewne do dziś karmiłabym piersią.

  • Marta Grzelak
    24 kwietnia 2013 at 12:44

    Mam tylko jedną radę – "Myśl pozytywnie i walcz o każdą kropelkę, ale jeśli się nie uda, nie załamuj się i nie daj sobie wmówić, że jesteś złą matką!"
    Często matki walczą i niestety nie udaje im się karmić piersią, lub tak jak ja tracą pokarm przez pobyt w szpitalu. Potem załamują się, uważają się za złe matki, a rodzina i znajomi zamiast wspierać i podnosić na duchu – dołuje. Wiem co piszę – sama miałam ten problem. Wylałam morze łez, miałam pretensje do siebie, że nie umiem nakarmić swojego dziecka. Przed depresją uchroniła mnie koleżanka – mówiła mi – nie martw się, jesteś cudowną matką, dajesz córce to co najważniejsze swoją miłość i bliskość. Przecież to, że dasz jej mleko z butelki nic nie zmieni w waszych relacjach. Zrozum, nie da się przeskoczyć natury. Tul ją tyle ile się da, mów do niej tak samo jak przy karmieniu piersią, tylko podawaj butelkę. Jestem zwolenniczką długiego karmienia piersią, ale nie zapominajmy o mamach, które w ten sposób karmić nie mogą i wspierajmy je – im wcale nie jest łatwo.

  • Marta Grzelak
    24 kwietnia 2013 at 12:44

    Mam tylko jedną radę – "Myśl pozytywnie i walcz o każdą kropelkę, ale jeśli się nie uda, nie załamuj się i nie daj sobie wmówić, że jesteś złą matką!"
    Często matki walczą i niestety nie udaje im się karmić piersią, lub tak jak ja tracą pokarm przez pobyt w szpitalu. Potem załamują się, uważają się za złe matki, a rodzina i znajomi zamiast wspierać i podnosić na duchu – dołuje. Wiem co piszę – sama miałam ten problem. Wylałam morze łez, miałam pretensje do siebie, że nie umiem nakarmić swojego dziecka. Przed depresją uchroniła mnie koleżanka – mówiła mi – nie martw się, jesteś cudowną matką, dajesz córce to co najważniejsze swoją miłość i bliskość. Przecież to, że dasz jej mleko z butelki nic nie zmieni w waszych relacjach. Zrozum, nie da się przeskoczyć natury. Tul ją tyle ile się da, mów do niej tak samo jak przy karmieniu piersią, tylko podawaj butelkę. Jestem zwolenniczką długiego karmienia piersią, ale nie zapominajmy o mamach, które w ten sposób karmić nie mogą i wspierajmy je – im wcale nie jest łatwo.

  • Karolina sikorska
    26 kwietnia 2013 at 19:47

    U mnie nie było łatwo i nie obyło się bez wielkich dylematów bicia się z myślami i wyrzutów sumienia. Dziś żałuję że tak się stało może zabrakło mi wsparcia może zabrakło silnej woli i samozaparcia. Od samego początku wszystko szło pod górkę w szpitalu trafiłam na salę gdzie były oprócz mnie 4 mamy i czwórka dzieci oprócz mojej Panny M. Przez stres związany z szpitalem miałam za mało pokarmu. Niestety w moim prowincjonalnym szpitalu nie ma takiej instytucji jak poradnia laktacyjna. Pielęgniarki wolały pójść na łatwiznę i podać butelkę z mlekiem. Po powrocie do domu też nie było łatwo pokarm nachodził bardzo powoli, panna M płakała w niebogłosy, więc dokarmialiśmy innym mleczkiem. karmiłam piersią ale panna M była bardzo leniwa więc mimo poranionych piersi zaczęłam odciąga pokarm i karmić butelką. Mimo iż jadłam bardzo ostrożnie pojawiły się kolki, alergia wysypka, biegunki z zaparciami na zmianę. Najgorsza była wysypka na buźce i ciałku. Panna M była płaczliwa drażliwa a kolki nie dawały nam spokoju. Na wizycie u pediatry stwierdził skazę białkową. Panna M bardzo słabo przybierała na wadze. Kazał mi odstawić wszystko co ma w składzie mleko a do dokarmiania zapisał preparat z apteki. Moja Dieta ograniczała się do ciemnego pieczywa kurczaka ryżu z jabłkami i gotowanej marchewki ale mimo to nadal nic się nie zmieniało. Do tego wszystkiego doszło przeziębienie. Dwa dni panna M była tylko na sztucznym mleku i kolki wyciszały się, na buźce uczulenie znikało jak ręką odjął. I tu zaczęły się dylematy, Skoro i tak mam za mało mleka to może przestanę karmić? Skoro Pannie M lepiej służy to sztuczne to może moje jest nie dobre, Biłam się z myślami przez kolejne dni i dziś muszę powiedzieć że zabrakło mi wsparcia i zabrakło mi osoby która by mi pomogła to przetrwać. Poddałam się mimo wielkich wyrzutów sumienia karmienie zakończyłam po 2 miesiącach. Do tej pory żałuję bo Panna M chorowała gdy zaczęła chodzić do żłobka Myślę że gdybym choć trochę dłużej karmiła było by lepiej z jej odpornością. Przy drugim dziecku na pewno będę odporniejsza psychicznie. Mamy nie zrażajcie się i walczcie o dobro dzieci. Siła samozaparcie na początku i dużo wiary we własne siły jest podstawą. Z wyrzutami sumienia pomogła mi się pogodzić sama Panna M jej uśmiech i to że choć uczulenie i kolki ustąpiły. Dziś może bym miała więcej siły.
    Karolina http://dziecinstwopannym.blogspot.com/

  • julia.nowak01
    26 kwietnia 2013 at 21:57

    wow

  • Sad
    26 kwietnia 2013 at 22:44

    Mój mąż, jak niemal każdy tatuś, zwariował na punkcie nowo narodzonego synka. Ponieważ Matka Natura nie obdarzyła płci brzydkiej piersiami pełnymi mleka, moje kobiece piersi stały się już nie tylko źródłem pożądania, ale i mężowskiej zazdrości.
    Niestety, synek zgodnie z zasadą solidarności plemników postanowił, że nie będzie dyskryminował mężczyzn i pozwalał się karmić tylko butelką – zarówno przez mamę, jak i przez tatę.
    Ja zaś czułam się nieudacznikiem, zwłaszcza, że wszędzie dokoła było promowane karmienie naturalne. Cóż, bardzo dobrze, że się promuje to, co najlepsze! Gdzie jednak wsparcie dla tych, które gdzieś się pogubiły na mlecznej drodze?!
    Ja miałam szczęście trafić na mądrą położną. Pochwaliła za to, że walczyłam, pomogła wybrać mleko modyfikowane odpowiednie dla mojego synka i przekonała mnie, że dla mojego synka jestem i tak najlepszą mamą na świecie! A później zapytała, co mam ochotę zjeść, a czego nie mogłam podczas zmagań z przystawianiem dziecka.
    Pamiętam, że zjadłam wtedy krewetkową zupkę z torebki, nafaszerowaną tablicą Mendelejewa. Ta zupka nie była dla mnie symbolem porażki, ale dzięki pani położnej – akceptacją tego, co być może było nam pisane.
    Myślę, że w tych plastikowych butelkach pełnych sztucznych mieszanek znalazło się wiele kropel troski, miłości i nadziei. Wbrew wszelkim wynikom badań, mój synek karmiony mlekiem "z pudełka" nie miewał kolek, a teraz pięknie się rozwija i nie choruje. Mamy ze sobą piękną więź, a szczególna bliskość łączy Tosia z tatusiem, który mógł w pełni uczestniczyć w karmieniu!

  • cykoria22
    28 kwietnia 2013 at 21:28

    Dwa lata starań o dziecko, dziesiątki zastrzyków, morze wylanych łez, aż w końcu niesamowite szczęście i upragniona ciąża. Wszystko przebiega prawidłowo, mimo to mała Lileńka zaczyna się pchać wcześniej na świat. Niespodziewanie na początku 38. tygodnia rodzę Maleńką przez cesarskie cięcie. W szpitalu nikt mi córci nie dokłada do piersi. Nie mam mleka:( Pielęgniarki chętniej przynoszą butelki niż pomagają pobudzić laktację. Nie pozwalają używać laktatora:(! Do domu wychodzę pełna niewiedzy i cała w nerwach po sześciu dniach (córka miała wysoką bilirubinę). Tutaj dopiero zaczyna się wszystko układać. Z ukochanym mężem walczymy o pierwsze krople mojego matczynego mleka. Pompujemy ręcznym laktatorem – zmieniamy się jak już zaczyna któregoś z nas boleć ręka. Ogromny ból, bo musimy przetkać kanały, ale łzy dopiero popłynęły z radości, gdy w butelce ujrzeliśmy pierwsze krople siary. Objęci cieszyliśmy się jak dzieci. Nie rozwiązało to jednak naszego problemu, bo córcia mimo że udało mi się wywalczyć pokarm odrzucała moją pierś. Czekała nas kolejna walka o przestawienie Małej z butli na pierś. Jak już załapała, to po dwóch tygodniach okazuje się, że Lili nie przybiera na moim mleku, a nawet gubi wagę, śpi całymi dniami. Po konsultacji z pediatrą mamy diagnozę: dziecko głodne oszczędza energię. Znów musieliśmy wstawić butelkę z mlekiem modyfikowanym. Dla mnie tragedia. Tak bardzo marzyłam, by karmić Maleńką piersią. Nasza pediatra wspiera nas niesamowicie. Pomaga! Doradza, by karmić najpierw mlekiem z piersi, potem podawać butlę. Musimy wybudzać Małą co dwie godziny. Wstajemy w nocy z mężem na zmianę. Totalny horror, zapisywanie mililitrów, codzienne ważenie dziecka na wadze kuchennej:) (Nie wiem jakby było gdybyśmy się tak mocno nie kochali i nie pragnęli tego dziecka.) Na początku Lili musiała dopijać całą butlę, po miesiącu piersi już prawie jej wystarczały:) Po dwóch udało nam się całkowicie! Jejku jak sobie to teraz przypomnę… Jednak warto było!!! Karmienie piersią to coś pięknego! Lili "odstawiła mnie" jak skończyła roczek. Nie wiem kiedy skończyłabym karmić:)))
    Drugą córcię urodziłam naturalnie, pokarm miałam od razu. Coś pięknego:))) Spokój jaki odczuwałam po porodzie jest nie do opisania. ….i szczęście…. Teraz jak karmię piersią Ewunię czuję przeogromną radość. Uwielbiam jak patrzy na mnie tymi pięknymi oczętami. Wyglądam w nich najpiękniej. Gdy ją rozśmieszam tak niesamowicie drży jej języczek. Kocham, gdy dotyka ręką mojej szyi, wkłada mi paluszki do buzi:))))
    Gorąco polecam karmienie piersią:)))))))))) Jestem dowodem na to, że pokarm można wywalczyć nawet po sześciu dniach po cesarce. Nie ma czegoś takiego jak kiepski pokarm. Trzeba położyć się z dzieckiem do łóżka i często przystawiać dzidziusia do piersi. Laktacja się "rozhula" z pewnością. Niektóre kobiety mówią o niesamowitym bólu brodawek – zapewniam – to dopiero początek poświęceń do jakich będziemy zmuszone. Zresztą tak jest tylko na początku:) Warto karmić! To po prostu jest piękne!!!!!!!!!

  • emerycia
    29 kwietnia 2013 at 22:27

    Tak, to prawda, że karmienie piersią jest korzystne zarówno dla dziecka jak i mamy.Ale ważne jest wsparcie szczególnie ze strony najbliższych – bo to trudny okres dla kobiety. Trzeba też pamiętac o prawidłowym przystawianiu dziecka do piersi, to pozwoli złagodzic bole związane z poranionymi brodawkami.Pierś podczas karmienia musi szczelnie wypełniac jego buzię. Dlatego należy trzymac dziecko przytulone do siebie i zwrócone całym ciałem do ciała matki tzw.brzuszek do brzuszka.Buzia dziecka powinna byc skierowana na brodawkę aby nie musiało odwracac głowy.Zawsze należy przystawiac dziecko do piersi a nie pierś do dziecka.Należy poprawiac swoją pozycje podczas karmienia aby była wygodna i dostarczała radości, bliskości.Przystawiaj dziecko do piersi kiedy tylko okazuje oznaki głodu i o nic się więcej nie martw, Z czasem liczba karmień unormuje się do około 8 na dobę. Wytrwałości, radości, bliskości życzę, głowa do góry!

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Suwałki | odstawienie od piersi

    Luty 19 @ 09:15 - 12:15

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki