Bzdety autorytety


Mam kilka autorytetów w mamowaniu.

Rodziców moich, koleżanki – każda od czegoś innego, blogową kumpelę od lekkości życia a od cycków Kaśkę i sama sobie jestem autorytetem 😉

Niestety spotykam często antyautorytety czyli takie mądre głowy co mi ni cholery nie wpisują się w mój model rodzicielstwa i takie gówniane rady mi sprzedają że to tylko na kabaret się nadaje.

Ostatnio taki anty autorytet zaserwował mi litanię którą w skrócie przytoczę…

„Nie WYMUSZĘ Już na dziecku POSŁUSZEŃSTWA  bo ono się mnie nie BOI. POWINNAM używać KAR CIELESNYCH bo przynoszą najlepsze rezultaty NAJMNIEJSZYM KOSZTEM. I moje dziecko już jest NIEGRZECZNE and NIEPOSŁUSZNE bo (uwaga) muszę mu tłumaczyć po kilka razy że czegoś tam się nie rusza”

Słowa klucze których ja z dzieckiem nigdy nie łączę wyróżniłam.

Nie wiem skąd u tej cioci dobra rada wiedza, że nieposłuszne jak ona tego dziecka nie widzi w ogóle… chyba założyła odgórnie, że to już czas na nieposłuszeństwo i niegrzeczeństwo.

I bynajmniej nie chodziło tu o posłuszeństwo typu: „mama mówi nie a ja się słucham” ale o posłuszeństwo małej bezbronnej istoty wobec siły fizycznej dorosłego.

Obrzydliwa nauka z rózgą w ręku…

I nie dociera, ani razu nie dotarło że w moim domu ręki używamy do wspierania i przytulania nie karania a słów do rozmowy a nie krzyku.

Jasne może po klapsach dzieciak i staje od razu na baczność i recytuje psalm przeprosinowy, ale my jednak wolimy dać sobie czas na rozmowę z dzieckiem i tłumaczenie nawet po tysiąc razy.

Nie, nie szkoda nam na to czasu!

Ani jednej minuty!

Nie trzeba według mnie do nauki ciężkiej  karzącej ręki rodzica unoszonej za każde przewinienie.

A dziecko sprawdza nas na każdym kroku…

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

46 komentarzy

  • Kruszynka
    7 listopada 2012 at 08:19

    Święta racja, bicie to nie sposób na wychowanie..

  • Anuszka
    7 listopada 2012 at 08:29

    Nie wierzę w to co przeczytałam w ramce :/ Tragedia! Ci rodzice naprawdę muszą mieć genialne dziecko skoro powiedzą raz i to starczy… no chyba że wszystkie życiowe prawdy tłuką mu do głowy rózgą… Obyś jak najmniej spotykała takich delikwentów w swoim życiu! Życze Ci tego z całego serca. A Twój konusek niech będzie dalej taki "niegrzeczny" i szczęśliwy 🙂

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 08:34

    Taki typ dla którego dziecko jest wredne i robi rodzicowi po złości więc trzeba porządnie wytarmosić … brrryyy

  • Mama Kangurzyca
    7 listopada 2012 at 08:44

    No cóż… mam nadzieję, ze są to rady jakiejś bezdzietnej koleżanki-teoretyczki…

  • Anelisa
    7 listopada 2012 at 08:48

    Ja rozumiem, że w każdym z nas jest jakiś mniejszy czy większy złoszcz, który czasami się uaktywnia w chwilach bezsilności ale są inne sposoby na jego rozładowanie niż klaps.

    A swoją drogą skoro ta pani twierdzi, że bez klapsów ani rusz nic się nie da z jej dzieckiem zrobić to ciekawa jestem co to będzie jak dzieciak pójdzie do przedszkola/szkoły. Przecież skoro bez kar cielesnych nie da się wpłynąć na dziecko to jakoś panie nauczycielki będą musiały sobie radzić, one tez muszą wychowywać. Czy aby mamusia nie pobiegnie wtedy na skargę do dyrektora?

  • Gizanka
    7 listopada 2012 at 09:10

    No ja na prawdę nie wiem skąd ludzie biorą takie pomysły, że zastraszanie i wychowanie dziecka w bojaźni dla rodzica jest dobre i się sprawdza?

  • Malynowa Mama
    7 listopada 2012 at 09:27

    Brrr co za podejście do własnego dziecka!
    Niestety w moim otoczeniu wiele takich przykładów 🙁

  • córka
    7 listopada 2012 at 10:05

    skąd u dorosłych ludzi takie teorie?! włos na głowie się jeży.

  • carryikurkuma
    7 listopada 2012 at 10:14

    pfffffff, nieźle…zatrważające. Ja z kolei nie znam nikogo z takim podejściem, albo nie wiem, że znam. Ale raz widziałam, gdy para głuchych rodziców (ojciec głuchy, matka głocho-niema) sprało swoją córkę na ulicy (oceniam ją na 3 lata), bo właśnie nie posłuchała tego ojca i chyba "nie tak jechała rowerkiem" bo w sumie nie widziałam czym "zawiniła". Wiem, że im może być ciężej rozmawiać i tłumaczyć, ale to i tak ich nie usprawiedliwia…

  • Anonymous
    7 listopada 2012 at 10:17

    Jestem dzieckiem ktore ktos kiedys tak traktowal. Dzis mam 32 lata do dzis nie moge zrozumiec niektorych zachowan moich rodzicow. Z dziecinstwa pamietam moze z 5 fajnych chwil z rodzicami 50 pamietam niefajnych czasami wrecz strasznych. Do dzis zostal we mnie strach, strach przed tym czy robie cos zle czy dobrze zostaly mi chore ambicje z ktorymi czesto nie moge sobie poradzic. Do dzis zostalo mi zachwanie " malpki" czyli robienie wszystkiego zeby wszystkich zadowolic i rozsmieszyc a samemu cierpiec czasami upokorzenie. Do dzis zostal mi strach przed powrotem do domu bo nie posprzatalam w szufladzie w biurku albo nie poskladalam ubran w kostke, strach przed tym ze nie koglam czefos zrozumiec ze szkoly i nikt w domu nie potrafil mi tefo wytlumaczyc ctylko darl na mnie albo lal mnie po dupie. Do dzis pamietem jak dostalam w pysk za to ze nie wyrzucilam smieci i. Za to ze jak nie bylo rodzicow posprzatalam cale mieszkanie tylko zapomnialam z patelnie z obiadu umyc i na piecu zostawilam. Tak dzis mam 32 lata jestem wyksztalconym dobrze usytuowanym czlowiekiem mam syna i dzis juz wiem ze nigdy nie pozwole zeby sie bal. Strach dla dziecka jest czyms najgorszym, poczucie winy ktorego dziecko tak do konca nie rozumie jest czyms okropnym. Gniewanie sie i nieodzywanie do wlasnego dziecka jest czyms okropnym. Mam w sobie tyle zalu do tego wszystkiego ze czasami az rozrywa mi serce. Moi rodzice byli bardzo dobrymi ludzmi i bardzo mnie kochali wiem o tym tylko sami sobie nie radzili czasami ze soba i Wyzywali sie na dzieciach. Dzis juz jedno z nich nie zyje…..a przeciez mozna bylo pamietac te dobre chwile a tym czasem bylo ich tylko piec a przezylismy ze soba tyle lat…Z dziecmi trzeba rozmawiac , czasmi tez karac ale nie obrazac, ponizac i kazac im zyc w strachu bo oplakane skutki to niesie na przyszlosc. Wiem co mowie jestem najlepszym tego przykladem.

  • The European Mama
    7 listopada 2012 at 10:20

    Już widzę taką skargę: "Proszę pana dyrektora! Pan mi dziecka nie bije i wyrośnie na takiego, który będzie miał swoje zdanie! Jak ja to przeżyję?" Fajny tekst i bardzo prawdziwy. Ja sama czasem musze uważać, aby nie krzyknąć (bo bić nie biję), więc bardzo się staram, bo przecież zwykle dziecko ma powód do takiego a nie innego zachowania…

  • Zorra
    7 listopada 2012 at 10:20

    nóż się w kieszeni otwiera…. :/

  • agula
    7 listopada 2012 at 10:26

    Zawsze znajdzie się taka ciocia dobra rada 😉

  • MamaLemurka
    7 listopada 2012 at 10:56

    Szkoda, że więcej jest takich ludzi co krytykują i sprzedają "dobre rady", niż takich co pochwalą, że dziecko szczęśliwe, zadowolone i dobrze wychowane. Nie wiem skąd się bierze ta chęc do pouczania jak wychowywac czyjes dzieci. Niech kazdy pilnuje swojego nosa.

  • Bobobebe
    7 listopada 2012 at 11:14

    głupota ludzka nie zna granic, jak można w ogóle pomysleć o podniesieniu ręki na bezbronną istotkę? a btw kocham ten teledysk:)

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 11:16

    Mamo Lemurka masz absolutną rację. kiedyś usłyszałam że mam spokojne dziecko bo ono na pewno jest chore… z ust mamy dziecka bardzo "charakternego", a może po prostu dzieci są różne 😉

  • Wiewi00ra
    7 listopada 2012 at 11:21

    "Róbmy swoje, róóóóbmy swoje…" 😉

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 11:31

    róbmy!! :*

  • Happy Power Mama
    7 listopada 2012 at 11:43

    Ja też spotykam się z takimi "radami" i sposobami "wychowawczymi", ale od razu ucinam wszelkie wywody stanowczo "niech ktoś podniesie rękę na moje dziecko to PRZYSIĘGAM, że oddam!!!"

  • KatKal
    7 listopada 2012 at 12:07

    O matko! Nigdy, nigdy, przenigdy nie odważyłabym się uderzyć mojego dziecka. Choćby nawet zachowywało się najgorzej na świecie. Ręka by mi uschła prędzej. A jak słyszę czasem, że ktoś mówi, ze klaps od czasu do czasu to nic złego, to się we mnie gotuje. Sama nie raz i nie dwa dostałam pasem wojskowym po tyłku i nie sądzę, żeby mnie to czegoś w życiu nauczyło. Może tylko tego, że silniejszy postawi na swoim. Jest tyle sposobów na to, żeby opanować dziecko, a nawet jak się go nie opanuje – to co? Kurczę, wolę czasem pozwolić na głupie wybryki, pocierpieć, że mi coś przeszkadza, a dziecku nie, odpuścić z niesmakiem albo nawet przeprowadzić trudną i niekoniecznie owocną rozmowę wychowawczą albo doprowadzić do płaczu, zakazując wzięcia do przedszkola ulubionej zabawki czy zjedzenia słodyczy itp. niż upokorzyć moje dziecko uderzając je… Zawsze uważałam, że bijący rodzice, to słabi rodzice – słabi psychicznie. A "posłuszeństwo" dziecka, to przecież nic innego jak naginanie małego człowieka do naszych chciejstw i widzimisię, czyli powolne łamanie indywidualności dziecka. No, chyba że to posłuszeństwo polega na wzajemnym szanowaniu wspólnie ustalonych granic i zasad. Dlatego lubię umawiać się na różne rzeczy z moim synem, nawet najdrobniejsze codzienne zadania polegają na umowie, której warunki oboje akceptujemy. Kto złamie umowę – ponosi konsekwencje. Dziecko uczy się i kompromisów, i dotrzymywania słowa. Płacz czasem jest, jak mu się zdarzy złamać umowę, ale to życiowe i pouczające. I nigdy nie musiałam nawet przez ułamek sekundy pomyśleć o tym, że chciałoby mi się rozwiązać sprawę siłowo.

  • Kararelka
    7 listopada 2012 at 12:24

    Jak nie dociera mówienie, to może do mamusi dotrze rózga i kary cielesne, i wtedy zrozumie? 😛

  • MamaLemurka
    7 listopada 2012 at 12:31

    według niektórych wszystkie dzieci są TAKIE SAME i tak samo powinny sie rozwijac. A każde odstępstwo od tej "normy" to już choroba i zdziwaczenie 🙂
    Ja tam jednak kocham mojego "Dziwaka" 🙂

  • MATRIOSZKA
    7 listopada 2012 at 12:33

    O! Bardzo dobry tekst. JA TEZ ODDAM!!!

  • eWela
    7 listopada 2012 at 13:10

    Ja tu po raz pierwszy u Ciebie, ale już po kilku zdaniach stwierdzam, że zostaję.
    Dygresja: a słyszałaś kiedyś taką "wymówkę"?

    "Nie karmię piersią. Spaliłam pokarm, bo piłam za dużo wody"…….

    Skąd się biorą te mądre głowy?

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 13:17

    Witam, bardzo mi miło :):)

    no nieeee… skąd takie teorie?

  • Klaudia GUGUblog.pl
    7 listopada 2012 at 13:20

    Ja w ogóle nie ogarniam jak można bić dziecko. Dla mnie to po prostu wyraz bezradności rodzica. Kropka.
    A znam osobę, która bez skrępowania opowiada, że dawała klapsy 10-miesięcznemu dziecku. Na moje zbulwersowanie odpowiadała, że ja mam grzeczną córę a jej syn robił na złość i tylko to działało.
    No po prostu nie ogarniam kuwety…

    Podoba mi się u Ciebie 🙂
    Pozdrawiam i obiecuję zaglądać!

  • Kobieta
    7 listopada 2012 at 13:46

    brak słów…
    jak można tak myśleć o własnym dziecku…? :/

  • takatycia
    7 listopada 2012 at 13:55

    Rany, na Boga co za tekst…nie wymuszę na dziecku posłuszeństwa, bo ono się mnie nie boi! Toć to jak tresura psa czy innego zwierza. Pardon, ja do mojego futrzaka mam więcej szacunku niż ta osoba do dziecka…

  • Anonymous
    7 listopada 2012 at 15:22

    oh, mogłabym się podpisać pod niemal każdym słowem tego komentarza, jakbym to pisała ja.

    wiem jak to boli i jak przeszkadza w całym życiu, wiem, że na pewno też to czujesz i nie jest Ci łatwo.

    to poczucie winy w stosunku do wszystkich i wszystkiego wciąż we mnie siedzi. wciąż przymus wewnętrzny żeby robić wszystkim dokoła dobrze, tylko nie sobie…
    jedno z moich rodziców też nie żyje, ale ja wcale nie powiedziałabym, że moi rodzice byli bardzo dobrymi ludźmi i bardzo mnie kochali. mam spore wątpliwości i jeśli chodzi o to dobro w moich rodzicach (no bo dobrzy ludzie TAK nie robią) i jeśli chodzi o ich miłość do mni (no bo nie traktuje się tak kogoś kogo się kocha).

  • Anonymous
    7 listopada 2012 at 15:23

    ano stąd, że tak zostali wychowani, to zostało im wpojone, tak byli traktowani. nie inaczej!

  • Matka Kwiatka
    7 listopada 2012 at 15:28

    Nie dziwi mnie ten tekst. Ale nie mam na szczęście takich osów w pobliżu, inaczej musialabym trzymac sie od nich z daleka, by się nie wkurzać.

  • anjami
    7 listopada 2012 at 15:31

    WTF?
    Przykro się czyta takie cytaty…

  • Anonymous
    7 listopada 2012 at 15:37

    dokładnie takie podejście, rozumienie bycia rodzicem miała i ma moja mama.
    dla niej rodzicielstwo to władza, to bycie bogiem, to bezwzględny posłuch i posłuszeństwo dzieci. wymuszenia. zastraszenia. poniżenia. na tym się opierają niezwykle skuteczne "metody wychowawcze" mojej mamy.
    owszem – da się nimi doprowadzić do zniewolenia, do odebrania własnej woli i umiejętności opowiedzenia się za własną potrzebą u dziecka. to może nawet sprawiać wrażenie "grzeczności" czy też posłuszeństwa. i prowadzi do ciągłych wojen, bo nie może być inaczej gdy się chce narzucić władzę i zabrać niepodległość dziecku, które jest osobną jednostką. potem taka mama czuje się udręczona, ukarana "złymi" dziećmi, które nie współpracują ale wciąż się z nią szarpią, nie szanują jej, tak jak ona ich nie szanowała. przewraca oczami i rzuca do swych dorosłych dzieci pytanie: "gdzie popełniłam błąd??" albo mówi: "za dobrze wam było!! za mało od was wymagałam! za dużo wam dawałam! to był mój błąd, że wam do d… wchodzę!" jeszcze niedawno budziły we mnie takie słowa przerażenie, wyrzuty sumienia. jestem złym dzieckiem.
    teraz już nie budzą, teraz tylko gniew. i chęć odpowiedzi: "błąd popełniłaś, decydując, że zostaniesz matką!" ale nie mówię nic, tylko odwracam się i odchodzę. i nie zaprzątam sobie już jękami mojej mamy głowy ani uczuć. wiem, że to manipulacje.

    i teraz dostrzegam to wszystko: dziecko, rodzicielstwo nie może mieć nic wspólnego ze strachem!! jak mogę dążyć, by dziecko się mnie bało?? ani z wymuszeniem ani z posłuszeństwem!! nie chcę by dzieci były mi posłuszne!! chcę by współpracowały, a z tym różnie idzie. nie chcę kar ani nagród. ani łez, ani bólu. widzę w dzieciach ludzi. dlatego bardzo trudno mi sięteraz dogadać z moją mamą w kwesti wychowania. zresztą – nawet nie próbuję.

  • soul10
    7 listopada 2012 at 15:49

    Jedno słowo mi się tylko nasuwa: masakra…
    Naprawdę nie wiem skąd u ludzi takie myśli i poglądy czasami mi się wydaje, że musieli być zbyt mało kochani w życiu…

  • Duśka
    7 listopada 2012 at 17:12

    O rany … Przykre 🙁
    Dobrze że człowiek został wyposażony w własny mózg i potrafi odróżnić autorytet od anty-autorytetu 🙂

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 18:29

    Masz rację ;D

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 18:30

    To jest przykry zaklęty krąg 🙁

  • AalillaA Mama
    7 listopada 2012 at 18:31

    Boże widzisz, a nie grzmisz!
    Ja Bardzo uważam na emocje przy moim synku (nie mówiąc już o biciu). I co usłyszałam? Że ja to nie muszę dawać klapsów bo moje dziecko to takie spokojne z natury, albo pewnie opóźnione w rozwoju i dla tego takie "grzeczne"! Bo NORMALNE dzieci rozrabiają i zasługują na karę! I nikomu do głowy nie przyjdzie, że Kubuś jest spokojny, bo ja jestem spokojna. Bo dbam o to żeby żeby przekazać mu dobre emocje. Nadmienię, że mój synek ma dopiero PÓŁ roku, a już jakaś "mamusia dobra rada" stwierdziła, że należy mu się lanie, bo na spacerze marudzeniem pozwolił sobie upomnieć się o picie! Rzeczywiście autorytety po !@#$@. Ach… kończę, bo zacznę przeklinać.

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 18:31

    Tak mi przykro… 🙁

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 18:32

    A słucha jeszcze gorzej =/

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 18:42

    Wrrrrr… co za ludzie!!

  • Hafija
    7 listopada 2012 at 19:17

    Tak ja tez robię ale czasem to nigdy nie wiadomo…

  • V i n t i
    7 listopada 2012 at 22:53

    ooo, czytam post Hafiji dziś kolejny raz i brakowało mi mojej osobistej pinty, wyjęłaś mi to Kasiu z ust! jak Klaudia była niemowlaczkiem, no to w ogóle nie wyobrażam sobie jak niemowlęciu można by wyrządzić jakakolwiek krzywdę, a teraz jak czasami coś wymusza lub zwyczajnie pokazuje jakieś swoje małe nerwy bo coś koniecznie chce w danym momencie, to tak jak mówisz, trzeba być mądrzejszym i dziecku tłumaczyć do skutku, albo i nie i umawiać się z Klaudią już tez można, np. Zjemy kanapeczkę, to pójdziemy na spacerek (pod warunkiem, ze możemy tę prośbę spełnić 🙂

  • Mama Zosi - Ola
    8 listopada 2012 at 12:56

    Mnie powala na kolana "gadanina"mojej teściowej, że dziecko musi się bać rodzica. Dziecko MUSI dostać klapsa, bo niczego się nie nauczy. Mama lub tata muszą mieć władzę nad dzieckiem. Phiiiii! To ze mnie marny władca 😛 Moje dziecko niewiele będzie umiało, bo nie daję klapsów. Ileż razy widzę rodziców idących szybkim krokiem, za nimi brzdąc BIEGNĄCY, bo iść szybko nie umie. Biegaczek dostaje klapsa, gdy się przewróci. Bo to nie mama "zapiernicza" jak szalona, tylko dziecko szło/biegło nieuważnie. Kiedyś wybuchłam na ulicy, mówiąc pięknej mamie, że mogła wyjść wcześniej a nie teraz rugać i klapać w tyłek biedne dziecko. Mama zrobiła się bordowa i bez słowa zwolniła kroku.
    Ja wychodzę 40min.wcześniej, żeby iść wolno, podziwiać drzewa, liście,wygłupiać a nie urządzać maraton mojemu dziecku.

    Pozdrawiam!

  • Mamade
    9 listopada 2012 at 22:57

    Potrzeba sprawowania władzy nad dzieckiem i dążenie do tego, żeby się bał, jest dla mnie porażką wychowawczą. Tak samo rzecz się ma do wzbudzania poczucia winy i szantażu emocjonalnego. Wykańcza mnie, gdy słyszę słowa typu "jak zrobisz to czy owo to babci, mamusi będzie bardzo smutno, będzie płakać". Masakra! Co to jest? Drażni mnie jak dorośli nie traktują swojego dziecka jak odrębnej osoby tylko maskotkę, którą można manipulować, bo i tak nic nie rozumie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w oczach babć mojego dziecka, my go rozpieszczamy, bo nie karcimy go, nie krzyczymy, tylko tłumaczymy, choć może się wydać, że dziecko i tak swoje, to wiem, że po jakimś czasie przyniesie to zamierzony skutek.

Pozostaw odpowiedź MATRIOSZKA Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki