Ciemna strona księżyca


Najczęściej od przeciwniczek karmienia piersią słyszymy, że wmawia się im jakie to karmienie piersią jest wspaniałe i cudowne, a potem okazuje się, że to krew, pot i ból. Trudno na te zarzuty odpowiedzieć – to prawda, nie mówi się o minusach karmienia piersią, a ponieważ każdy kij ma dwa końce, chyba trzeba powiedzieć w końcu, że karmienie piersią to nie tylko patrzenie dziecku w oczy i rozanielone uśmiechy.

Tak naprawdę zaczyna się w szpitalu. Piersi do tego czasu traktowane jak obiekt erotycznych uniesień przez mężczyzn nagle dostają się w żelazny uścisk niemowlęcych dziąseł. Bezlitosne obrabianie cycka na każde żądanie sprawia, że sutki nagle zaczynają puchnąć i boleć jak cholera. Mimo, że jedyną funkcją sutka zaprogramowaną przez naturę jest karmienie, okazuje się, że są cycki, które nie tak łatwo przystosowują się do karmienia. Wklęsłe sutki, które bez nakładki nie są w stanie nic wycisnąć, sutki tak duże, że tylko noworodek z ustami Mika Jaggera byłby w stanie je objąć buziakiem, sutki płaskie itd itd. I tu zaczyna się horror nauki przystawiania.
Jak już znajdziemy sposób na karmienie, czeka nas nawał w dniu 3-5. Cycki robią się wielkie i bolą. Są twarde i tylko przystawienie dziecka przynosi ulgę. Właśnie w tym momencie, dziewczyny, które nie zakupiły wkładek laktacyjnych zaczynają tego żałować. Mleko się leje, sika, wycieka z obu cycków na raz. Sutki już mogą krwawić, „subtelnie” potraktowane przez nasze Młode, a żeby pozbyć się nawału trzeba ssaka non stop przystawiać. 
Jak po szpitalu udamy się do domu z mniej-więcej opanowaną sytuacją okazuje się, że dziecko jest non stop przyssane do cycka. Goście nie goście, czy się kąpiesz, czy gotujesz, czy chcesz na spacer wyjść – jak nadejdzie głód jedynym sposobem nakarmienia dzidziusia jest cyc. Chcesz iść do kosmetyczki czy fryzjera po porodzie – to ściągaj mleko na potęgę, albo będziesz musiała nakarmić dziecko w salonie.
Wieczorem jak już ssak zaśnie, partner przytula się do Ciebie sygnalizując chęć intymnych zbliżeń, okazuje się, że cycki już nie są kuszącą erotyczną oazą, a stołówą i zdjęcie stanika, może skończyć się kąpielą w mleku, a facet tak jakoś omija te rejony.
W nocy dziecko budzi kolka… i nie tylko mózg zaczyna wypływać nam uszami to jeszcze zaczynamy się zastanawiać co dziś zjadłyśmy. I nagle oświecenie – jadłam kapustę!! Moja wina – Mea Culpa! I zaczynamy ograniczać jadłospis. Potem rano pojawia się kupa zielona albo śluzowata. Pędzimy do pediatry i ślepo wierząc, że same szkodzimy dziecku, przez trzy miechy wcinamy tylko ryż z duszonym kurczakiem i marchewką lub pieczywem ryżowym. Kończy się tym, że jesteśmy pozbawione witamin i minerałów i opadamy z sił. W czwartym miesiącu z uśmiechem na buzi witamy kaszki i mleko modyfikowane.
Tak, tak karmienie cyckiem ma swoje minusy. Wiadomo – jesteśmy ssakami, karmienie piersią to naturalna kolej rzeczy. Tak zostaliśmy skonstruowani i do tego służą cycki. Czasem przykro, że natura nie zrobiła tego tak, żeby było łatwo i przyjemnie dla każdego – no ale porodu też tak nie urządziła 😉
Nie bądźmy jednostronne – mówmy też o ciemnej stronie karmienia piersią, niech  nikt nie czuje się potem oszukany.

Napiszcie jakie są Wasze Ciemne Strony!

Mimo tych trudności nadal uważam, że karmienie piersią jest bardzo ważne. Wiadomo, że mleko mamy i mleko modyfikowane to jak cukier wanilinowy, a cukier z dodatkiem prawdziwej wanilii. Niby smakuje i wygląda podobnie, ale to nie to samo. Jednak jak wszystkie rzeczy naturalne i bez dodatków – cena karmienia piersią jest wysoka, a samo karmienie nie zawsze się udaje.

Klikamy banerek poniżej, żeby przejść do akcji

Mleko Mamy
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

17 komentarzy

  • Mamuśka-Martuśka
    26 maja 2011 at 17:06

    Ja już powtarzać się nie będę:-)Zapraszam na bloga…

  • Agata Adelajda
    26 maja 2011 at 17:32

    Nie wiem czy pisałam; miałam cesarkę, więc mleko pojawiło się z opóźnieniem, to znaczy już w piątym miesiącu coś tam coś tam kapało, ale nawał pojawił się kilka dni później. W szpitalu Władek próbował ssać, nie wiem czy się najadał, ale przystawiałam go prawidłowo. Sutki miałam w opłakanym stanie – jeszcze jedna krwawiąca, pulsująca część mojego ciała.
    W domu powoli dochodziłam do siebie; sutki cały czas trzymałam w bepantenie. Mały płakał. Po jakimś czasie pojawiły się grudni, które miałam rozmasowywać. Po tygodniu daliśmy dziecku butelkę – nie płakał, był najedzony, ładnie spał. Po miesiącu – akurat mieliśmy chrzcić – dostałam gorączki prawie 40 stopni, piersi bolały tak, że kiedy lekarka wyciskała mi żółte zważone mleko musiałam zacisnąć nogi, żeby się dosłownie nie posikać z bólu. Dalej wszyscy na około polecali okłady z kapusty i nieomalże kazali karmić dalej. Poszłam do lekarki rodzinnej i poprosiłam o tabletki na wstrzymanie laktacji.
    Dziecko było najedzone, moje piersi doszły do siebie; no mniej więcej, bo wyglądają jak baloniki bez powietrza…
    Jednak przy ostatnim karmieniu zrobiłam sobie zdjęcie, bo żal jakoś tej bliskości, niestety butelka tego nie zastąpi…
    Nie wiem, czy kolejne dziecko będę karmiła piersią, czy też przejdę na butelkę. Karmienie jest naturalne i prawie bezpłatne (prawie, bo krążki i krem), ale butelka jest wygodniejsza. No i tata też może karmić:)
    Pozdrawiam:)

  • Zielony Rower
    26 maja 2011 at 19:34

    Cukier waniliowy to nie cukier waniliowy a wanilinowy!

    Dla mnie masakrą jest rozmiar. Nie mogę kupić ubrań innych niż rozciągliwe. Szkoda mi kasy na coś, co mi po karmieniu będzie wisieć w biuście. Nie dopinam bluzek w klacie, a te które dopinam są za szerokie niżej.
    Poza tym mogę pójść tylko tak, gdzie da się karmić. Nie mam odwagi robić tego przy ludziach. Krępuje mnie to i podziwiam kobiety, które umieją to robić na ławkach w parku. Skutek: jeśli nie odciągnę pokarmu, nie mam szans na dłuższy spacer. Nie mówiąc już o wyjściu gdzieś na dłużej.
    Karmię tylko dlatego, że wiem, że to dobre dla mojego dziecka, kocham je i robię to tylko dla niego.
    Pozdrawiam

  • Hafija
    26 maja 2011 at 19:52

    napisałam wanilinowy

  • BE H A P P Y
    26 maja 2011 at 20:50

    dla mnie karmienie piersią to oczywista oczywistość zarówno za pierwszym jak i za drugim razem, a że są plusy i minusy, to tylko dodaje zjawisku temu prawdziwości – szczęście karmienia, moim zdaniem daje mamie pozytywnego "pałera" :), a pewne niedogodności z nim związane są tą szczyptą mini cierpienia, które nas tylko powinno uszlachetnić – tak to czuję 🙂

  • Hafija
    26 maja 2011 at 21:10

    a ja na cierpienie uszlachetniajace sie nie zgadzam. może to moja hedonistyczna natura, ale uważam że cierpienie w imię "wyższych" celów to glupota, a samo cierpienie należy eliminować lub ograniczać do znosnego minimum, cierpienia cycusiowego nie znoszę ale skoro nie można z nim wygrać to trzeba go tolerować ale nie wynosić na piedestal. to tylko moje zdanie. raczej się nie chwale jaką to jestem dzielna bo boli a ja karmie tylko klne że karmię owszem tylko boli kurna i niech się ktoś zamieni … na szczęście rzadko mnie boli 😛

  • Hafija
    26 maja 2011 at 21:12

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Kahlan84
    26 maja 2011 at 21:30

    Psałam u siebie na blogu, więc nie będę duplikować, zapraszam LINK

  • Kitek
    26 maja 2011 at 23:14

    mnie karmienie piersią trochę rozczarowało… widać miałam za duże oczekiwania.. bo tez nasłuchałam się jakie to wspaniałe i jak buduje wieź z dzieckiem.. wiedziałam, że na początku będzie ciężko i, że będą boleć sutki, ale myślałam, że z czasem będzie łatwiej… a jest.. inaczej.. problemy, które miałam na początku z karmieniem zniknęły, ale pojawiły się nowe…
    najbardziej frustruje mnie to, że czasami ewidentnie mała się nie najada i się denerwuje, płacze, wierzga nogami i wymachuje rączkami, a w cycku już pusto… mam nadzieję, że to też minie, bo chcę karmić moje dziecko piersią, a nie chemią z butelki…ale czasami jest ciężko i już przestałam się dziwić, że niektóre mamy tak szybko rezygnują z karmienia piersią..

    a poza tym wbrew obiegowej opinii karmienie piersią wcale nie jest takie tanie, jak się wydaje, bo oprócz wkładek i maści trzeba wziąć pod uwagę odpowiednie odżywianie, jedzenie o stałych porach jedzenia odpowiedniej jakości.. nie ma mowy o niedojadaniu, albo o zjedzeniu czegoś umiarkowanie zdrowego…bo może i sobie możesz zaszkodzić, ale zastanowisz się dwa razy czy chcesz zaszkodzić dziecku..

  • Katrina
    27 maja 2011 at 07:51

    Ja mialam problemy z karmieniem piersia. Bol sutkow to jedno a drugie to krew plynaca z nich i bylo coraz gorzej.
    Postanowilam sciagac mleko laktatorem i to bylo bardzo dobrym rozwiazaniem. Dzieki temu synka karmilam prawie cale 9 miesiecy i jestem z tego dumna.

  • Niezła żona
    27 maja 2011 at 09:27

    Dobrze, że o tym piszesz Agato, bo dzięki temu zdystansowałam się do karmienia piersią i wrzuciłam trochę na luz. Z jednej strony ta cholerna presja "Musisz karmić, bo to najlepsze dla Dziecka a nie karmią tylko wyrodne matki" a z drugiej strony potworny lęk. Oczywiście obaw się nie wyzbędę ale jeśli nie będę mogła karmić gdyż cierpienie z tym związane mogłoby doprowadzić mnie do depresji to po co mam fundować Dziecku sobie i całej rodzinie zdołowaną i sfrustrowaną Matkę?!

    Dzięki dziewczyny 🙂

  • BE H A P P Y
    27 maja 2011 at 21:43

    Hafija, co Cię tak boli? mnie nic a nic piersi nie bolą 🙂 albo próg bólu każda kobieta (z pewnością) ma inny albo ja z jakiejś innej planety jestem i mam piersi e stali :))) jak teraz Cię boli, to co to będzie, jak Twój Maluszek będzie miał zęby :)))) – ty zbójnico :))) będziesz jeszcze weryfikować swoje poglądy :))))

  • Hafija
    28 maja 2011 at 01:08

    mnie nic nie boli… nie rozumiem cię. moja wypowiedź była czysto teoretyczna…

  • Hafija
    28 maja 2011 at 01:09

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • BiG Momma
    6 czerwca 2011 at 08:49

    dobrze ze wstawilas ten post! ja jestem ogromnie rozrzalona na swiat, ze NIKT mnie nie uprzedzil i z karmienie piersia jest tak cholernie bolesne!!! nie znaczy to ze bym zrezygnowala; po prostu dobrze byloby wiedziec ze te pozycje itp sa trudne w zastosowaniu bo mordka malucha jest malenienka!!!

  • Marta Rotterdam
    1 października 2015 at 15:14

    Ja uważam, że do wszystkiego trzeba czasu. Początki są trudne, ale później (w moim przypadku jest pięknie). Najlepsze uczucie pod słońcem, kiedy Julian uśmiecha się do mnie spod cycka;) albo kiedy go głaszcze podczas ssania, bawi się moimi włosami. Jak sobie pomyślę, że to niedługo się skończy to, aż mi smutno. Jedne mamy mogą narzekać, że nie mają czasu na fryzjera czy kosmetyczkę, ale ile takich chwil z dzieckiem się ma? Najczęściej karmi się średnio rok rok natomiast na zabiegi upiększająca można chodzić całe życie.

  • lola
    18 maja 2016 at 10:21

    ja sie karmienia piersią bardzo bałam. zależało mi żeby karmić naturalnie, ale obawiałam się nawału, problemów z przystawianiem itd. jak sie okazało zupełnie niepotrzebnie: dziecko od początku ssie prawidłowo, piersi w ogóle mnie nie bolały, ominęły mnie bóle piersi i stany zapalne. karmie juz 5 miesiac i generlanie wszytsko przebiega bezporoblemowo, także nie zawsze musi być cięzko 🙂

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki