Porodówa!


O czym dowiedziałam się na porodówce, po-porodówce i w okolicach:

– skurcze nie muszą być co 5 minut ze stoperem w ręku! Po prostu regularnie co kilka minut w okolicy 5-7 i cholera, nie wierzę, że to mówię – to się wie, że to już, no na prawdę się wie! 😀

– tak, jak rodzisz SN i już jesteś na porodówce to chodzisz bez majtek

– lewatywa nie boli, wręcz przeciwnie na prawdę pomaga ukoić jelita i macicę

– nacięcie nie jest takie straszne, ale nie ma, że nie czuć, czuć

– czuć też przebijanie pęcherza – nie boli, a potem nagle chlusta z ciebie dzika ilość wody
– ja miałam odczucie, że leje się ze mnie jakaś niezliczona ilość  płynów i krwi jak mały wychodził i chwilę po urodzeniu łożyska
– urodzenie łożyska jest bardzo proste i prawie bezbolesne, ale czuć, że trzeba się jeszcze chwilę wysilić

– jak szyją krocze to też czuć i czasem zaboli, ale w porównaniu z porodem to pikuś

– wody gazowanej się nie pije, bo od tego dziecko ma wzdęcia

– po porodzie jak przyjeżdża się na porodówkę to nikogo nie dziwi ani nie peszy, że wylewają się z ciebie hektolitry krwi

– wenflony zdejmują po pierwszym siku

– majtki są niezbędne, inaczej te hektolitry krwi lecą na ziemię szczególnie w pierwszej dobie, więc dobrze jest mieć coś co zatrzyma podkład przy tyłku (po porodzie przywożą mamę wózkiem bez majtek tylko z grubą ligniną między nogami i trzeba jakość dojść do łóżka, a jak już się otrząśnie to do łazienki coby się obmyć i założyć majty)

– bella mamma są spoko, ostatnie czego chciałam to bawienie się w klejone podkłady

– pakowanie torby do szpitala to porażka, następnym razem biorę rzeczy na poród i jedne ciuszki dla dziecka oraz podkłady, majtki, pieluszki i chustki mokre – resztę można dowieźć po porodzie bez problemu.

– trzeba dbać o krocze po każdej wizycie w toalecie. Ja używałam chustek Lactacyd, a jak się skończyły to mokrych dla bobaska, a potem osuszałam ręcznikiem papierowym. W efekcie na trzeci dzień mogłam zdjąć już to „zeszycie” ale postanowiłam potrzymać dwa dni dłużej dla pewności

– „zeszycie” nie pęknie podczas „większego wysiłku” w WC

– nikt się nie krępuje karmić piersią nieważne ile jest naokoło odwiedzających 🙂 tylu cycków co tam nie naoglądałam się nigdy 😛

– piersi od karmienia bolą, ale to tylko jeden max. dwa dni przy dobrym przystawianiu ssaka – warto iśc do położnej laktacyjnej tyle razy ile się da, niech uczy, bo na początku może się zdawać, że nie ma pokarmu, a poza  tym dziecku na początku idzie słabo 🙂

– przy karmieniu piersią boli macica jak na okres i zaczyna się wylewać krew i odchody poporodowe bo zaczynają działać hormony

– po dobie krwawienia bardzo intensywnego, wszystko się uspokaja i już nie ma się co bać wylewania nie wiadomo ilu ilości krwi, pięć dni po porodzie już latam z wkładkami higienicznymi 🙂 ergo podkłady poporodowe do łóżka w domu są absolutnie zbędne – używam ich do przewijania dziecka bo szkoda mi pokrowców frote 😛

– każda dziewczyna, która urodziła w tym samym czasie i jest z tobą na sali jest jak najlepsza przyjaciółka – rozcięte krocze, bolące cycki, ciągłe pokazywanie szwów lekarzom, problemy laktacyjne, problemy z wypróżnieniem – te okoliczności sprawiają, że wspólny język odnajduje się w sekundę

– zmęczenie pozwala na drzemki nawet jak wokół drze się troje dzieci i tylko twoje śpi

 

na razie tyle 🙂 jak coś mi  się przypomni to napiszę.

 

Oczywiście już miałam gości 😛

– teściów, którzy przywieźli nam konwektor do pokoju i miska dla Młodego

– moją mamę, która przyjechała pomóc i okazało się, że nie musi bo o dziwo sobie radzimy, ale przywiozła pyszny obiad co uradowało Małżona bo nie musiał sam robić

– w szpitalu nawiedziła mnie cichaczem moja siostra, bo nie mogła się doczekać,

ale wiecie co… w ogóle mi te wizyty nie przeszkadzały – można powiedzieć, że były mi obojętne, bo ja miałam na rękach mój największy skarb, reszta świata funkcjonuje gdzieś tam obok w bliżej nieokreślonej przestrzeni 🙂

 

Gabryś dziś całą noc w swoim łóżku przespał. Obudził się o północy, o trzeciej i o szóstej rano. Odbyło się karmienie, przewijanie, lulanie i spać dalej (o trzeciej przewijanie i lulanie x2). Odzyskuję nieco pewności, że nic mu się samemu w łóżku nie stanie i latam już co 7 minut, a nie co 5 😀

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

37 komentarzy

  • mamuśka
    2 marca 2011 at 16:44

    Jak to dobrze, że opisujesz to wszystko w taki zwykły ludzki sposób. Wszystkie poradniki i artykuły są niczym w porównaniu z prawdziwymi przeżyciami i odczuciami. Przynajmniej, chociaż częściowo zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego co mnie czeka, jak to się wszystko odbywa. Po przeczytaniu Twojego posta lżej mi na sercu, uwierzyłam, że wszystko da się przeżyć, że oprócz pięknego momentu ujrzenia swojego dziecka, towarzyszą temu zwykle objawy fizjologiczne, których nie da się przeskoczyć. Pozdrawiam serdecznie

  • Mamuśka-Martuśka
    2 marca 2011 at 17:11

    Zgadzam się z Mamuśką. Nie ma jak to "naturalne rady przyjaciółki"-proste i bez ściemy, wynikające z doświadczenia. Super! I dzięki wielkie:-)Za wszystko.

    I jeszcze jedno:
    Hafija, czyli co mówisz – da się?:-)

  • Hafija
    2 marca 2011 at 17:16

    Da się non problemo! Ja sobie w trakcie powtarzałam w duchu "Jutro już będziemy razem" i pomagało mi psychicznie w trakcie najgorszych skurczy.

  • mtotowangu
    2 marca 2011 at 17:43

    Ja się podpisuję pod dziewczynami, nie ma to jak normalne rady, napisane normalnym językiem, jakoś mi tak lepiej teraz z tą wiedzą, bo tak to się człowiek krępuje kogokolwiek o cokolwiek zapytać. pozdrawiam 🙂

  • Hafija
    2 marca 2011 at 17:54

    A ja się nie krępuje mówić – pytać jak coś chcecie 😀 ale sama to "patrz pkt. 2"

  • Mama Filipka
    2 marca 2011 at 18:16

    najlepsze sa takie wlasnie komentarze! dziekuje. strasznie ci zazdroszcze ze masz juz to za soba a w domu malucha. ja nie moge sie doczekac!

  • basia
    2 marca 2011 at 18:25

    poród nie może być taki straszny… przecież tyle kobiet już rodziło, a niejedna decyduje się na następne dziecko, i następne. przynajmniej wiem, co mnie czeka 🙂 dzięki!

    • gosia
      3 grudnia 2015 at 13:57

      Każda inaczej przeżywa i odczuwa poród. Mnie w ogóle nie bolało a parcie odczuwalam jako bardzo nieprzyjemne i brakowało mi sił. Ogólnie polecam sprobowac porodu silami natury 😉

    • Sane
      2 września 2016 at 01:10

      Poród jest straszny. Oj naprawdę jest. I każdy poród jest inny. Ale tak naprawdę posiadanie dziecka jest tak piękną rzeczą, że pomimo strasznego bólu a później pomimo ciężkich pierwszych tygodni z dzieckiem warto się przemęczyć. Każdy uśmiech malucha wynagradza te cierpienia

  • BE H A P P Y
    2 marca 2011 at 19:08

    czyli, że i Bella Mamma spoko i wizyty gości też OK :))) jak to dziecko łagodzi poglądy :)))

    z porami spania maluszka u mnie z Klaudusią tak samo, tylko musiałam coś niedobrego dla dziecka zjeść, bo cały dzień dziś miała przepłakany i nie mogła się wypróżnić, więc pod koniec dnia musieliśmy zrobić pierwszą lewatywkę – myślałam, że to strasznie bolesne dla dziecka, ale nawet przy tym nie płakała, a pomogło jej bardzo – to była ostatnia deska ratunku, żeby ulżyć jej w cierpieniu, choc się tej lewatywki obawiałam, jednak jak się okazuje – to jej pomogło i w końcu spokojnie zasnęła i mam nadziej, że jutro bedzie radośniejszy dla niej dzień…

    Buziaki dla Ciebie i Gabrysia!!!!

  • Małgorzata Głowacka
    2 marca 2011 at 20:24

    Mój synek też cudownie przespał pierwsze noce – dal mi się zregenerować po porodzie i pobycie w szpitalu, ale za to zaczął świrować jak miał kilka tygodni!
    Świetnie opisałaś solidarność pomiędzy dziewczynami na sali poporodowej! To rzeczywiście niezwykłe jak bardzo intymne szczegóły można wymieniać i czuć się jak przyjaciółki!
    Dobrze, że nie masz problemow z karmieniem ani bolesnych cycków – mnie niestety to nie ominęło przy obu porodach. A co do torby do szpitala! Cóż, następnym razem wezmę chyba walizeczkę na kółkach z wygodnymi przegródkami. Ani po cięciu cesarskim ani po cięciu krocza przy drugim porodzie nie było mi wygodnie się schylać do tej torby i z niej wygrzebywać bebechów.

  • Hafija
    2 marca 2011 at 20:52

    Basiu poród nie jest straszny – no przynajmniej mój nie był, przecież ja chcę drugie młode i zdania nie zmieniłam po 25 lutym
    Be Happy Co do bella mamma to były spoko. Zdawało mi się, że to leci jak na okres, a to wcale nie tak więc i nie przecieka jak okres, poza tym najlżejsza linia oporu – zero kleju, układania, wciskałam w wc między nogi taką wkładkę tam gdzie było mi najwygodniej i potem naciągałam na to majtki 😀
    Co do wizyt to były to wizyty zainicjowane przeze mnie – poprosiłam o pomoc i ją dostałam – nikt mi się nie narzucał, ani nie zawracał głowy niepotrzebnie. Każdy respektował pkt. 2
    A co to za lewatywka? Jak się nazywa – muszę sobie kupić takie cudo na wszelki wypadek.

  • Niezła żona
    2 marca 2011 at 21:00

    Muszę przyznać, że i mnie lżej się zrobiło po przeczytaniu Twojej relacji. Nie boję się tak, jak jeszcze jakiś czas temu 🙂 I na prawdę tak jak i większość ja jestem wdzięczna za to, że tak wszystko opisujesz. Wszystkie poradniki pisane językiem nie wprost po prostu mnie irytują a dzięki Tobie wszystko jest jasne jak słońce.

    Dzięki i PozdrawiaMY 🙂

  • Hafija
    2 marca 2011 at 21:22

    Miło mi, że mogłam pomóc i wesprzeć, bo wiem jak teraz się koleżanki ciężarówki czujecie! Trzymam za Was mocno kciuki – na prawdę będzie dobrze!

  • BiG SiS
    2 marca 2011 at 22:42

    faktycznie Twój opis jest szczegółowy, ale taki od przyjaciółki nie "Przyjaciółki"……. ponadto jest pokrzepiający. pozdrawiamy Was obojga 🙂

  • Evelio
    2 marca 2011 at 23:18

    🙂 dzięki za wszystkie informacje!!! przydadzą się na pewno!

  • Kitek
    3 marca 2011 at 07:27

    o super wpis 🙂 mnie już zaczyna lekka panika ogarniać 😉
    a powiedz, uważasz, że takie kółko do siedzenia po porodzie jak się było nacinanym jest w ogóle potrzebne?

  • V i n t i
    3 marca 2011 at 08:01

    Hafija – więc kupiliśmy taką małą gumową gruszkę jak do noska dla niemowląt, jakich się używało wcześniej, kiedy nie było jeszcze fridek i nią się robi lewatywę Maluszkowi. Wygląda to tak, że napiera się w nią trochę cieplej wody i po nawilżeniu otworu pupci oliwką delikatnie wpompowuje się tę odrobinę wody do pupci, do jelitek, no i reakcja jest natychmiastowa, trzeba być przygotowanym z podkładem na "strzał" kupy 🙂 – wrzuć proszę jeszcze hasło w internecie "lewatywa u niemowląt" to jeszcze spokojnie sama poczytasz, żeby się upewnić, jak to działa. Gruszkę wiadomo – kupisz w każdej aptece za około 5 zł.

  • Lusija
    3 marca 2011 at 09:16

    Mogłabym się podpisać chyba pod każdą Twoja radą.

    Ale czytając ostatni komentarz – zastanawiam się: Jaka lewatywa o niemowląt, zwłaszcza u Twojego, kilkutygodniowego dziecięcia? Aaa.. chcesz się zabezpieczyć, na wszelki wypadek…
    Gdy moja Niunia nie mogła zrobić kupki – robiłam tak: smarowałam oliwką końcówkę termometru, wkładałam na głębokość ok 1-1,5cm do pupci i lekko poruszałam, góra-doł. Po pewnej chwili malutka sie wypróżniała.
    Polecam taki zabieg, jest delikatny i nie stresuje tak mocno maluszka.Chyba, że nic naprawdę nie pomaga, to można się posłużyć czymś bardziej radykalnym, jak lewatywa.
    Pozdrawiam serdecznie:)

  • wyrodna mama
    3 marca 2011 at 09:47

    Dodam tylko od siebie, że po porodzie jak kładą Ci dziecko na pierś to już nic nie jest ważne i ogólnie zapomina się o tym co było przed chwilą, ważne jest dziecko i to że w końcu możesz je przytulić, przynajmniej ja tak miałam. Co do lewatywy – jak mały nie mógł zrobić kupki to rozgrzewałam pieluchę tetrową żelazkiem kładłam mu na brzuszek (oczywiście nie za gorącą) i masowałam efekt za każdym razem był trzeba było trochę poczekać, ale działało.

  • BE H A P P Y
    3 marca 2011 at 11:53

    hej, dziewczyny, ja też się strasznie bałam, że ta lewatywa to będzie coś strasznego – już na sam dźwięk tego słowa mnie wzdrygało, ale jak po całym dniu płaczu i boleści Malutkiej, to w końcu z mężem zrobiliśmy, to żałowaliśmy, że nie wcześniej – dla niej to była wielka ulga, a dziś przed południem kupy zrobiła już trzy i szczęśliwa śpi 🙂 powiem Wam, ze wiele lęków sami sobie fundujemy swoją wyobraźnią – jak się nie spróbuje, to łatwo teoretyzować… mam nadzieję, że nie będę się musiała często uciekać do lewatywki, jako sposobu na kupkę, ale na pewno tez nie będę się upierać, że jej nie zrobię, bo przekonałam się, że to działa… pozdrawiam

  • Paradise Reporter
    9 marca 2011 at 13:02

    Dziewczyny – uwaga z tą lewatywa. Można dziecku zrobić straszną krzywdę. Woda ma być dobrze przegotowana, wystudzona i ledwie letnia. Temperatura maksymalnie 37C!!! Lepiej chłodniejsza, niż za ciepła. Zawsze i bezwzględnie świeżo przegotowana!

    To nie jest czyszczenie nosa. Jak jest zatwardzenie, najpierw glicerynowy czopek. Jak nie pomoże przez 2-3 godziny. To lewatywa. Jak już wpuszczać, to powoli i niezbyt duża ilość.

    Przez 3.5 roku życia mojego synka musiałem posłużyć się tą techniką raz. I 2 razy czopkami.
    Pozdrawiam

  • J0k3rr
    13 lutego 2014 at 13:59

    A ja nie wiedziałam, że to już 🙁 od tygodnia skurcze przepowiadające. Od rana skurcze częściej i częściej aż były co 5 minut ale nie tak bolesne jak wszyscy opisują. Pojechaliśmy z mężem do szpitala, a tam skurcze już co 15 minut i dłużej. Już chciałam wracać do domu ale synek był ułożony pośladkowo, więc mąż nalegał żeby sprawdzić skoro już tu jesteśmy. I dobrze, że go posłuchałam bo 2godziny później synek był już na świecie 🙂

  • Olcia
    26 czerwca 2014 at 08:00

    Chcę powiedzieć tylko tyle, że mnie nacinanie nic nie bolalo w ogole go nie czułam, nawet nie wiedzialam ze je robili 🙂 bo mialam zamkniete oczy jak parłam 😉

  • Basia
    30 września 2014 at 21:01

    Ja rodziłam w czerwcu, kiedy zaczęły się duże upały i nie wykorzystałam ani jednej pary jednorazowych majtek, w jakie się zaopatrzyłam. Higieniczniej było mnie i koleżankom z sali chodzić bez. To samo po powrocie do domu. No i krwawienie u mnie trwało dłużej i było bardzo obfite na początku – w szpitalu zużyłam 2.5 opakowania Bella Mamma. Po powrocie do domu wystarczyły dłuższe podpaski, po dwóch tygodniach na pewno stosowałam już wkładki, bez których nie mogłam się obejść aż do 7 tygodni po porodzie (na codzień nie używam).

  • Basia
    30 września 2014 at 21:07

    Aha, i co do lewatywy: bardzo długo miałam skurcze przepowiadające z bólami krzyżowymi, co bardzo mnie zmęczyło. Lewatywę dostałam po 20 godzinach od ich pojawienia się, przy 2 cm rozwarcia. 15 minut później akcja ruszyła, pojawiły się nareszcie te prawdziwe skurcze, a po niecałych 4 godzinach synek był już na świecie. Miałam wrażenie, jakby ten zabieg mnie w pewien sposób odblokował.

  • Dorota
    27 lipca 2015 at 13:10

    Jeśli mogę coś jeszcze dodać:
    1) kapturki z Aventu na wszelki wypadek, mogą się przydać,
    2) kilka koszul bo zawsze któraś się pobrudzi,
    3) smoczek jeśli chcecie ( mnie nikt nie pytał, wepchali szpitalny choć miałam swój, bo jak położna powiedziała drze się ta pani mała, ze hoho, ale, że mi jej przez 14 h nie przywieźli to nic),
    To chyba tyle co mi przychodzi do głowy,

    • Hafija
      27 lipca 2015 at 13:41

      Doroto nakładek absolutnie nie wolno stosować samemu bez konsultacji z lekarzem

  • Healthy Life Connoisseur
    1 września 2015 at 15:36

    Jak miło natrafić na TAKI tekst przed porodem… 🙂 zrobiło mi się lepiej jakoś!

  • Kolecja
    30 marca 2016 at 19:37

    Super opis. Bardzo prawdziwy. Mama czwórki. 😀

  • Domi
    6 sierpnia 2016 at 12:01

    Hafija a ja panikuję. Młody rodzi się za 2 miesiące i strasznie chcę go karmić piersią, ale już wiem, że na naszym oddziale noworodkowym mogę zapomnieć o jakiejkolwiek poradzie laktacyjnej. To już nawet nie jest plotka – całe miasto wie, że panie nie zawracają sobie tym głowy i po prostu dają butelkę 🙁 Myślisz, że poradzimy sobie z tym sami? Bo mnie wszyscy straszą że to na początku trudne i jak się nie nauczy to już po wszystkim i trzeba będzie zostać przy butelce… 🙁 To prawda?

  • Daria
    6 grudnia 2016 at 13:57

    Odkryłam Twojego bloga kilka dni temu i nawet nie masz pojęcia jak ja się z tego cieszę! Wszystko napisane po ludzku, od serca, jakbym czytała rozmowę z przyjaciółką.
    Rodzimy za miesiąc i czuję się nieco bardziej przygotowana i spokojna!
    Dzięki Ci wielkie za poświęcony czas i wszystkie rady 🙂

  • Osaczona
    26 kwietnia 2017 at 20:23

    Ja swoją historię porodowkową traktuje jako horror. Mała urodziła się w 35 tc. Do szpitala trafiłam z 1,5cm rozwarciem. W ciągu 5 godzin zrobiło się 3. Wywieźli mnie na porodówkę a tam skurcze co minutę po 100% a postęp akcji żaden. Lekarka kazała dać czopki. Po czpokach i łącznie 20 godzinach męki skurcze się wyciszyły. Jak mąż pytał czemu nic nie zrobili żeby to przyspieszyć to się dowiedział że to wczesny tydzień i nie chcieli żeby urodziła się wcześniej. Wróciłam na patologii ciąży i po 3 dniach przy porannej toalecie pękł mi pęcherz płodowy. Skurcze od razu bardzo silne. Bardziej bolesne niż wcześniej. Chodziłam z bólu po ścianach a położne na patologii, mimo że po polaniu odczynnikiem potwierdziło się że to wody płodowe, twierdziły że wcale tak nie jest. Po 1,5 godziny nakrzyczalam na kogoś i przyszła lekarka,która powiedziała że jedziemy na porodówkę. Przyjemna kobieta. Żałuję,że to nie ona odbierała moją córkę. Razem z położna wypełniam całą papierkologię i zadzwoniłam po męża. Byłam już spokojna i pewna że będzie w porządku. Wiedziałam o konieczności nacięcia krocza(choć za wszelką cenę chciałam tego uniknąć). Położna jak się dowiedziała, że mam plan porodu i chciałabym się go w miarę możliwości trzymać to stwierdziła, że życzeniowa pacjentka się jej trafiła. Z całego porodu udało mi się wyprosić żebym mogła chodzić i wejść pod prysznic. Dzięki temu w pół godziny z 3 cm zrobiło się 9cm. Mimo moich i męża próśb kazały mi się położyć na łóżku. Wyprosilam żebym mogła leżeć na boku. Po 10 min parcia główka była tak nisko że kazały mi się położyć i któraś zawołała lekarza. Dzięki mężowi bardziej siedziałam niż leżałam. Kiedy wszedł lekarz się przeraziłam. To był ten sam facet,który gdy bylam na wizycie u niego obmacał mnie z góry do dołu nie pozwalając się ubrać i rzucając chamskie komentarze mówił o moim ciele. Ale doszłam do wniosku po chwili , że to lekarz więc nie zrobi mi krzywdy. Córeczka była mała więc pewnie dlatego bardzo szybko , bo po 3 skurczach była na świecie. Tylko to co się stało wcześniej… Lekarz miał do mnie pretensje , że nie może złapać krocza. Jak już złapał to nie potrafił ciąć w skurczu. Ciął mnie na 3 razy szarpiac się z nożyczkami tak że mąż ściskał mnie za rękę bardziej niż ja jego. Tego bólu nie zapomnę nigdy. Minęły 3 miesiące a ja dalej budzę się z krzykiem jak już uda mi się zasnąć. Koszmary nie dają mi żyć. Pytałam położnych i męża czy na prawdę krzyczałam. Dowiedziałam się że nie. Że marudziłam sobie pod nosem tak do siebie bardziej. Zarzekały się że nie kłamią. Pytałam, bo szanowny lekarz wyleciał do mnie że mam przestać drzeć ryj a po chwili, że mam zamknąć mordę. Później tłumaczył mężowi że to po to by mnie zmotywować. Mąż powiedział ,że nie mógł patrzeć ani na mnie ani na lekarza. Mówił że wyglądałam jak zwierzątko, że nawet położne patrzyły na lekarza zszokowane. Bo nie mówię że byłam cicho. Jak zaczął mnie ciąć takimi rozdzierającymi ciało zrywami to wyłam, wyłam jak zwierzątko. Wtedy jego teksty o darciu ryja miałyby sens. Na szczęście po chwili mała była na świecie. Owinięta pępowiną dwa razy więc jeszcze oprócz tego że mam nie przeć to musiał powiedzieć coś równie miłego jak wcześniej… Pozwolili dotknąć mi jej główki i zaraz ją zabrali. Mimo że miała 9/10 punktów. Po urodzeniu łożyska doktor spojrzał na mnie i na moje krocze i stwierdził że tu jest za dużo babrania i ma zeszyć mnie położna. Córka była malutka. Miala niewielką główkę i 2350 gram a byłam rozcięta po sam pośladek. Dzisiaj nie jestem w stanie pozwolić na to by dotknął mnie ktoś obcy. Badania w szpitalu były koszmarem a dodatkowo nie miałam córki przy sobie. Była w inkubatorze. Po jakimś czasie zaczęła ciężko oddychać więc ja podłączyli pod sipap z niewielką podażą tlenu. Pierwszy raz mogłam ja dotykać po 2 dobach a kangurować po 5 mimo, że od maszyny odlaczyli ją po 2 dobach. Karmienie szło jak krew z nosa. Na początku całkiem dobrze potem na dobę znikło. Rozkręciło się później ale i tak przystawiac małą do piersi pozwolili mi dzień przed wyjsciem ze szpitala czyli w 8 dobie. Wcześniej mimo wyjęcia z inkubatora miałam odciągać laktatorem i dawali w butelce. Nikt nie słuchał jak prosiłam żeby nie dawać wody z glukozą czy nie dokarmiać mieszanką. Mleka po tej jednej dobie bez bylo- i to w nadmiarze. Ja przyniosiłam na tę godzinę na którą prosiły a nawet już później wcześniej a i tak dawały mieszankę jak nie trafiłam i nie widziałam a mleko kazały wylewać… Nie chcę więcej przez to przechodzić. Maleńka będzie naszym jedynym dzieckiem. Po kilku przepłakanych nocach, walce o karmienie piersią, dziś mogę powiedzieć,że jest dobrze. Córka pięknie przybiera a my jako rodzice jesteśmy spokojniejsi. Nawet dziś ani ja ani mąż nie jesteśmy w stanie spokojnie mówić na tym co działo się na porodówce. Po szczerej rozmowie nie wracamy do tego więcej. Inaczej ja krzyczę po nocach a mąż denerwuje się razem ze mną. Przez jakieś 3 dni obwiniałam go, że nic wtedy nie zrobił, że nie walczył o nasze prawa do choćby szacunku. Całe szczęście po tych 3 dniach zrozumiałam, że był w jeszcze większym szoku niz ja a złość na niego nie ma sensu. Wiem, że każdy poród jest inny ale nie zaryzykujemy powtórki z rozrywki raz jeszcze.

  • mama
    12 września 2017 at 10:03

    aaa jeśli chodzi o krwawienie, ja jeszcze przynajmniej 2 tygodnie używałam podkładów poporodowych, więc to nie jest reguła, że wkładki potem wystarczą. A oprócz tego ja odwiedzin sobie nie wyobrażam. Byłam 3 doby z małym w szpitalu, dopiero ostatniego dnia nie przypominałam już tak bardzo zombie. A oprócz tego myślmy o współlokatorce w pokoju, nie musi chcieć aby tabuny ludzi się zwalały w pierwszych dobach po jej porodzie. Byłam wyczerpana i moim zdaniem rodzice z dzieckiem potrzebują prywatności, przecież co dopiero się poznali i uczą się funkcjonować razem:)

  • Magda
    26 grudnia 2017 at 20:54

    Słowo „naprawdę” piszemy łącznie. Przeraża liczba błędów ortograficznych na tym blogu.

  • Kasia
    12 stycznia 2018 at 17:47

    Nie czepiajmy się błędów ort. Będę mamusia i praktycznie wszystko co wiem to to co czytam lub słucham opowiadań mamy, babci, przyjaciółki, zbliża się rozwiązanie i trochę się boję nieznanego, oczywiście że sobie poradzę, ale czytając bloga jest mi łatwiej jestem spokijniejsza, rady nieocenione

  • Marcela
    25 maja 2018 at 06:58

    Jak to nadmiar szczęścia też może wystraszyc 🙂 bardzo się cieszę, że wyczytałam u Ciebie, że pięć dni po porodzie wystarczyła Ci wkładka, jestem 9 dni po porodzie i już prawie nie krwawię, oczywiście wujek google powiedział że to może być wstrzymanie odchodów, ciezki stan który trzeba skontrolować ale no ja się czuję doskonale! Ani śladu gorączki, chyba po prostu goje się dużo szybciej niż inni 🙂 dzięki za uspokojenie mnie

skomentuj