Czego to kobieta w ciąży nie łyknie…


Kilka słów o mitach ciążowych 

Rozmowa z koleżanką… dzień dzisiejszy… godzina przedpołudniowa (więc zakładam, że mózg pracuje na najwyższych obrotach)

„Powinnaś sobie zacząć hartować sutki”

„Co?” pytam

„Gąbką twardą nacierać.”

„Co?” pytam znowu bo lekko zgłupiałam

„Bo potem jak będziesz karmić to porani ci całe piersi jak będziesz miała nieprzygotowane”

„Co?” pytam po raz kolejny starając się wyobrazić sobie małe wampirze dziecko rozgryzające sutek i wpijające się w skórę matki

„Nic na to nie pomaga” przekonuje mnie dalej koleżanka „będziesz musiała zacisnąć zęby i cierpieć”

O cholera – myślę sobie – ona jest sado maso!! Wysłuchałam jej do końca i zdębiała wróciłam do pokoju.

Otworzyłam google i wpisałam „Hartowanie sutków” Okazuje się, że twarda strona gąbki to jeszcze nic!

Repertuar hartowania sutków zawiera także: szczotkę z twardym (CHRYSTE!!) włosiem, pumeks naturalny (od pumeksu to nawet pięty bolą!! a co dopiero sutki!!) wykrochmalony ręcznik frote, spirytus i wazelina. Ten spirytus po takim pumeksie to niezapomniane przeżycie musi być 😛

W całym wachlarzu sposobów na hartowanie brakuje tylko szlifierki stolarskiej, papieru ściernego, tarki do warzyw, denaturatu i garści soli.

Do tego wszystkiego polecane są jeszcze dziwne zabiegi szczypania, masowania i (!!) wyciągania  sutków do przodu.

Temat zaczęłam zgłębiać. Okazuje się (polecam www.laktacja.pl) że hartowanie sutków to relikt przeszłości, który najlepsze dni święcił w drugiej połowie ubiegłego stulecia – lata 70te – 80te – ja na to mówię „wioskowy przesąd” i wsadzam do tej samej szuflady co „płeć, a kształt brzucha”, „zachcianki, a płeć” i tym podobne cyrki.

Już na pierwszym spotkaniu z lekarzem prowadzącym ciążę usłyszałam, że o piersi muszę dbać, żeby nie uciskać, nie opinać sztywną bielizną, nie podrażniać – a tu nagle twardą gąbkę i nacieranie po 30 minut dziennie mi koleżanka (MŁODA!) poleca (a jej poleciła koleżanka, a tej koleżance teściowa – to ja takiej  teściowej nie zazdroszczę ani trochę).

To jak jest na prawdę.

Otóż hartowanie sutków może spowodować, że skóra będzie grubsza, że będzie pękać, że dziecku będzie przez tą twardą skórę ciężko mleko zassać…

Karmienie dziecka nie powinno boleć (pomijam zapalenie piersi to ponoć boli) i na pewno nie powinno powodować ran. A jak tak się dzieje to na miłość boską – są przychodnie laktacyjne, ginekologiczne, położnicze! Jak można „zaciskać zęby” i przetrzymać krwawiący sutek! Jak boli człowieka gardło to pomimo, że zna przyczynę dolegliwości idzie po pomoc do lekarza. Dlaczego jak boli sutek od karmienia to mimo, że znamy przyczynę (źle przystawiony glonojad) nie zwrócić się po pomoc tylko udawać Matkę-Polkę-Cierpiętnicę!

Nic dziwnego, że potem takie horrory słucham o bolących krwawiących sutkach i dzieciach – krwiopijcach, które stworzone zostały żeby rozorać cyca!

Poza tym jak ja teraz pomyślę o tym, że miałabym swoje delikatne, śliczne sutki nacierać czymkolwiek to mi włosy na rękach dęba stają!

A najbardziej mnie ubawiło, że niektóre ciężarówy robią takie zabiegi bo uważają, że mają… za małe sutki!! Jak można tak myśleć? Jest sutek – jest karmienie – nie przyszło by mi to do głowy martwić się czy wygląd mojego sutka wpływa jakkolwiek na karmienie dziecka!! No póki jest sutek to jest jak karmić – po co go wyciągać. Ja nawet przy moich antenkach nie mam niepokojów typu „A jak mi odgryzie?” Myślę, że mateczka natura specjalnie dała kobietom różne piersi co by było raczej ciekawie niż problemowo 🙂

A te biedne dziewczyny na forach płaczą, że im teściowa, mama, babcia, ciocia kazały nacierać sutki żeby zahartować!

No czego to taka kobieta w ciąży nie łyknie jak się ją odpowiednio postraszy!

Ja tam mogę sobie zahartować za pomocą męża i tak to nawet codziennie jak trzeba – szczotce ryżowej dziękujemy! 😀

A z wiadomości prywatnych – muszę udać się na dalsze prowadzenie ciąży do przychodni patologii (znów przez zakrzepy mam cyrki) i rodzić na specjalistycznym oddziale w asyście takiego i owego specjalisty. Nie wiadomo czy będę mogła naturalnie urodzić, nie wiadomo czy będę mogła ze znieczuleniem, nie wiadomo czy pod narkozą, nic nie wiadomo. nawet szkoła rodzenia pod znakiem zapytania. Szlag!

Ale Młode dziś oglądałam sobie (nadal nie wiem co to takiego -a to już połowa jest xD ) za to ruchliwe tak, że serce było ciężko uchwycić na dłużej, a głowę trzyma na moim prawym boku (to wyjaśnia te bóle, które tak mnie nad ranem i wieczorem męczą i kopniaki głównie z lewej strony)

Jutro idę na USG żył (tak, tak znów przez krzepnięcie krwi nie takie jak trzeba) więc kciuki trzymać proszę!

Miłego tygodnia życzę i miękkich sutków 😉

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

22 komentarze

  • caro78-Pysia
    11 października 2010 at 19:52

    Ubawiłam się jak nigdy czytając twoją wypowiedz.. Jedno wiem, że sutki pękają ale tylko od nadmiernego zużycia (ja tak miałam niestety);). No i dużooo kremu na cyce już teraz bo mi mimo pakowania smarowideł rozstępy sie porobiły – brzuszek głaciutki a cyce w paski jak u zebry 😉

  • Hafija
    11 października 2010 at 19:59

    No kremuję, kremuję i prysznicem naprzemiennie ciepłym i zimnym traktuje, a i wygodnicki stanik noszę coby trochę luksusu im jeszcze zapewnić przed atakiem glonojada 🙂

  • Sofia
    11 października 2010 at 22:46

    świetne 🙂 gratuluję czujności hihi

  • Sylvia
    12 października 2010 at 20:37

    Jeśli będziesz miała problemy z brodawkami (a pewno się pojawią) to polecam Ci "bepanthen" – rewelacyjny krem! Ja ze szpitala wróciłam z koszmarnie poranionymi – wystarczył jednak jeden dzień stosowania antidotum i problem zniknął;)
    Poza tym bepanthen to również dobry preparat do smarowania wrażliwej pupci dziecka – więc wykorzystasz go na pewno:)
    Zdrówka życzę zatem!

  • Agata Adelajda
    14 października 2010 at 16:40

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Ania
    18 października 2010 at 10:53

    Rozbawiłaś mnie do łez, choć nie tylko mnie, bo fragmentami raczyłam uszy chłopa mego i on również nie mógł się od śmiechu powstrzymać!

  • Marta
    12 listopada 2010 at 22:36

    Agatko!!!
    Chciałam tylko Ci bardzooo podziękować, za to, że wyciągnęłaś mnie z ciążowego połówkowego doła. Nie mam nikogo kto obecnie przeżywałby to, co ja i ciężko momentami strasznie…I nagle po całym dniu ze łzami-gazeta-blog-Ty. Jakby ktoś mi Cię zesłał:-)Jesteś świetna!Pięknie wyglądasz w ciąży!I mamy tyyyle wspólnego. Zabrzmi to serialowo, ale dziękuję za wyciągnięta dłoń:-)
    Przeczytałam wpisy od początku, ale przełomem, kiedy już chichrałam się na głos był ten wpis:-)

  • Hafija
    12 listopada 2010 at 22:56

    Cudownie to słyszeć, że się na coś przydałam – ściskam cię mocno – jak chcesz pogadać to łap mnie na gg lub mailowo 🙂
    My ciężarówy musimy trzymać się razem, nie? 😀

  • Anonymous
    6 czerwca 2012 at 22:23

    właśnie się ubawiliśmy na całego z mężem czytając tego posta:)
    nasza sześciomiesięczna Gabrysia co prawda nadszarpnęła na początku trochę moich cycoli, ale szybko minęło:)
    jednak pumeksem bym ich nie potraktowała:)

  • Agnieszka
    2 kwietnia 2014 at 20:54

    O kurcze chyba za rzadko tu bywam bo nic nie wiedziałam, gratuluje!!

  • Lu
    7 kwietnia 2014 at 22:35

    Jestem w 14 tygodniu ciąży i także mam zaburzenia krzepnięcia, codziennie zastrzyki w brzuch mam nadzieję, że pomogą.
    Życzę pięknej ciąży i cudownego jej zakończenia 🙂

  • Tigi
    27 maja 2015 at 14:59

    szalenie ważny temat, świetnie, że o tym napisałaś – a jeszcze świetniej, że się odkopuje w różnych miejscach i powraca. ja miałam szczęście chodzić do cudownej szkoły rodzenia, ale i tam pojawił się pomysł na wyciąganie sutków. zresztą, co tu dużo mówić, sama się przejmowałam, jak to będzie, bo przy wielkich cycach, mam bardzo małe brodawki i sutki. i fakt, problem się pojawił, leżałam po cc, z niewielką ruchomością i możliwością dostosowania własnej pozycji i dzieć mi po urodzeniu tonął nosem w cycu i miał problem, żeby oddychać i ssać równocześnie. ale znalazła się sensowna położna z wiedzą laktacyjną i dużą dozą zmysłu praktycznego i zrobiła tak, żeby było dobrze. ale zawsze nachodzi mnie myśl – ile dziewczyn nie spotkało na swojej mlecznej drodze takiej położnej, a też miało problem?

    tak więc – świetnie, że o tym wszystkim piszesz. pisz dalej!:-)

  • astra
    27 maja 2015 at 16:16

    Hm. Ja osobiście przetrenowalam 2 doradców laktacyjnych, którzy mieli takie zdanie jak w twoim wpisie(zresztą też się z nim zgadzam. .. przed praktyka). Moje dziecko nie było w stanie złapać sutka. Bo za płaski. I żaden z doradców nie wymyślił nic poza nakładki i to ze się uformuja. Ufomowaly się po 3 miesiącach bolu ale dalej karmie w nakładach bo dziecko nie zna żywej piersi.

  • Patrycja
    27 maja 2015 at 17:17

    Zanim zaczełam karmić, tez myslalam ze prawidłowe karmienie nie boli. Juz w szpitalu płakałam z bólu i zaciskałam zęby. Położna oceniła przystawianie dziecka jako prawidłowe i powiedziala, ze ten bol jest normalny i uwarunkowany hormonalnie. W swoim otoczeniu nie spotkałam kobiety, ktorej by nie bolało na poczatku. Wszystkie miały mniej lub bardziej poranione brodawki. Niektore hartowały brodawki, inne nie 😉
    Dodam, ze karmie juz prawie 8 miesiecy i co jakis czas zdarzają sie takie dni, ze dziecko ssie jakos bardziej intensywnie i bol powraca (na szczescie nie z takim natężeniem jak na poczatku). Zwykle po kilku dniach sytuacja sama wraca do normy.

    • Lejla
      1 lipca 2016 at 11:36

      No to melduję się ja, nie bolało nigdy nic (nie licząc dwóch zatorów, ale też do zniesienia), a leci nam 28 miesiąc kp.
      Niestety, nie każda położna umie ocenić czy dziecko jest dobrze przystawione…

  • Pama
    1 lipca 2016 at 13:16

    Dobry tekst o sutkach. Ja tez slyszalam od wielu kobiet o hartowaniu. Jednak na samą myśl ciarki po plecach. Na szczescie w szkole rodzenia polozna uświadomiła że podrażnianie czy stymulowanie sutków jest jednym ze sposobów indukcji porodu wiec dopiero jak juz jest przeterminowana ciąża to mozna spróbować ale i tak bez jakiejś drastycznej metody. Urodziłam przez cc i pokarm pojawil sie później. Mam jeden sutek wklęśnięty od zawsze i był problem z tym cycem wiec piguły kazały kupić nakładki. Małż kupił dwie pary i ani razu nie byly potrzebne. Córka zaczeła ssać i wyciągnęła sutka i jest teraz ok. Karmie ponad 3 miesiace 🙂

  • Magda
    1 lipca 2016 at 15:10

    Całą ciążę karmię starszą córkę, wydawać by się mogło że lepszego hartowania nie potrzeba. Niestety brodawki bolą równie mocno przy karmieniu całą ciążę. To najlepszy dowód na to że żadne hartowanie nic nie da, można to między bajki włożyć. Brodawki po kilku dniach od porodu na same się przy zwyczają do ssaka.

  • Andzia
    18 sierpnia 2016 at 19:18

    Haha o kurwa! ? tak zareagowalam czytając ten wpis ? świetny, cała rodzina miała ubaw z hartowana sutków! Eh… czego to ludzie nie wymyślą!!!

  • MonikaS
    19 stycznia 2017 at 22:48

    Uwielbiam te wpisy ??? bez ogródek ??? czasami tylko tak do niektórych dociera ??? uwielbiam zabobony, wróżenie z brzucha i mity ciążowe, laktacyjne ??? hehe przez cała ciąże robię wszystko na opak jak tylko słyszę przesąd to dokładnie na odwrót mrożąc krew w żyłach bałwochwalcom ??? a sutki ??? codziennie wieczorem delikatny masażyk kremikiem właśnej roboty przy okazji pielęgnacji brzuszka i zabaw z dojrzewającym w nim ssakiem???

  • Margolcia
    11 sierpnia 2017 at 16:53

    Uwielbiam Pani artykuły w samo sedno co jeden to lepszy 😀 podziwiam Pani poczucie humoru i otwartość. Rozumiemy się bez słów jak bym słyszała swoje myśli co na niektóre tematy myślę. Pozdrawiam gorąco i czekam na więcej 😀 ps. też się zastanawiam gdzie tu zdrowy rozsądek wśród kobiet 😉 rozumiem wszystko ale że to większość to kobiety kobietom dają rady tak absurdalne…

  • Justyna
    29 września 2017 at 08:34

    Koleżanka powiedziała mi wczoraj że nie ma reguły, jej szwagierka ma duże piersi i wyjątkowo ma mleko (wyjatkowo….) ale ma za małe sutki i dziecko nie ciągnie albo ciągnie za mało. Tlumaczę, moze zle przystawia, może niech zasiegnie pomocy specjalisty…. Usłyszałam „justyna ty mądra jesteś, przecież u nas nie ma nikogo takiego, trzeba by było do lodzi jechac to kupe kosztuje ze 100 zl za wizytę”. „No tak, tyle trzeba zaplacic za lekarza” skwitowalam. I dałam spokój.

Pozostaw odpowiedź Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki