O rany…


Wczoraj od kilku doświadczonych i nowych matek dowiedziałam się m.in.:

– poród to straszne, traumatyczne przeżycie,

– muszę się na odpoczywać na zapas bo dziecko nie daje mamie żyć

– ani jednej nocy nie prześpię przez najbliższy czas i nie  ma co się oszukiwać będę zmęczona i zła

– jak nie zmuszę Małżona żeby mi pomagał w domu to mi nie pomoże

– przytulanie dziecka nie wynagrodzi mi wrzasków, pisków i zdezorientowania, że „nie wiem o co chodzi”

– jak podrośnie to zacznie pyskować

ciąża i macierzyństwo to koszmar

– będę musiała poświęcić wszystko co lubię dla dziecka

W skrócie: to już nie przelewki – przestań się cieszyć i zacznij płakać!

Wszystkie te „wspaniałe i pocieszające” wiadomości usłyszałam od kobiet – innych matek. Żadna nawet jedna nie mówiła, że piękne jest dziecko jak się urodzi, że będzie się uśmiechać na Twój widok, że będzie potrzebowało opieki, bo będzie małe i bezbronne, że to cudownie być matką… nie, wczoraj usłyszałam, że macierzyństwo to wypruwanie żył, łzy, krew i pot.

Zastanawiam się czy na prawdę żadna z nich nie miała uczucia cudu jak się dziecię jej urodziło, a może miała tylko dlaczego się tym nie dzieli z innymi, dlaczego o tym nie mówi. Może to taka polska cecha – marudzimy i straszymy i nie jest dobrze!

Dlatego tak lubię jeździć do rodziców… bo moja Mama jak ją zapytałam czy poród boli powiedziała: „Może trochę mocniej jak okres, ale to się zapomina jak urodzisz i dadzą ci dziecko na ręce”

A mój tata opowiada z uśmiechem na ustach jak się dziecko usypia godzinami, a ono kwili jak się je odłoży do łóżeczka i jak rozchlapuje w wannie wodę naokoło bo cieszy się z kąpieli. Nie mówi nigdy, że potem trzeba sprzątać, suszyć czyścić jakby to była praca niewolnicza, zawsze mówi z uśmiechem o tej radości na pyszczku dziecka jak wodą można wszystko zalać włączając w tym rodziców – tj. na moim i mojej siostry – takie urwipołcie byłyśmy.

Przecież w ciąży chyba każda kobieta zdaje sobie sprawę, że z dzieckiem oprócz cudów są też, a właściwie są głównie obowiązki. Wiem, że małe dziecko płacze, „obsrywa” co chwile kolejną pieluchę, ślini się i ulewa mu się jedzenie, marudzi i trzeba się domyśleć o co chodzi, a wszystko to o dowolnie wybranej porze dnia lub nocy. I o takich rzeczach lubią mówić matki. Dziwne…

Co ciekawe tatusiowie – takich też mam w pracy i wśród znajomych 😉 nie tylko mówią jakie dziecię jest piękne i zwykle podobne do mamy (!) to opowiadają jakie jest grzeczne, jak się uśmiecha, bawi, jak grzecznie je… Wiem, że oni dziecka nie „produkowali”, nie dźwigali, nie borykali się z fizycznymi i psychicznymi dolegliwościami, nie bolało ich, nie byli popękani, porozcinani i nie musieli poświęcać swoich piersi w celu wykarmienia dziecka. Ale to co tak boli mamy (mnie już też zaczyna boleć, że mi ciężko i nikt nie rozumie) jest też swojego rodzaju darem. Mój Małżon często mi mówi, że mi zazdrości, że ja mam zawsze obok siebie nasze dziecko, że ono zapamięta moje bicie serca i zapach, że on też by chciał  je nosić i urodzić, że mężczyźni są takiej wspaniałej umiejętności pozbawieni. I wiecie co… nawet jak nie mogę zasnąć, kręcę się godzinami, muli mnie w pracy, mam zachcianki jedzeniowe to myślę sobie, że to wszystko z jakiegoś ważnego powodu, a powód się turla trochę poniżej pępka 🙂

I co by kto nie mówił to ja się cieszę, że będę wstawała w nocy, zmieniała pieluchy, karmiła, tuliła, martwiła się co chwila czy wszystko jest dobrze i że będę musiała poświęcić największą część mojego życia dla tej małej Fasoli w moim brzuchu. Nic nie poradzę, że tak ją/jego już kocham, że w ogóle mi nie szkoda bólu, lęku i czasu! o!

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

11 komentarzy

  • Jadzik
    11 września 2010 at 13:39

    O matko, co za matki… Nie zazdroszczę tym dzieciom wychowywania się w takiej atmosferze! Ja zdaję się sobię sprawę, że macieżyństwo to nie przelewki, ale wolę skupić się na tych pięknych aspektach, o których właśnie pisałaś… Bo poświęcić się drugiej, a nawet trzeciej osobie (no bo mąż 😉 ) to dla mnie coś wspaniałego 🙂

    No i ten tekst, że trzeba w ciąży wypocząć, bo potem nie będzie kiedy… Jeszcze na początku ciąży tak myślałam, bo byłam senna,ale już nie teraz! Teaz mam tyle energii, ze mogłabym obdzielić z powodzeniem kilka osób, ciągle coś robię, kładę się spać około 2 w nocy i wstaję o 8, bez drzemki w dzień i nie czuję żadnego zmęczenia… I jak tu odpoczywać jak czuję ciągłe podekscytowanie tym, że dzidzia będzie już niedługo między nami ? 🙂 Już nie mogę się doczekać kidy będę ją kąpała, przewijała i prała pieluchy, tak prała bo chcę wielorazowe. Wiele mam dziwnie na mnie patrzy z tego powodu, bo poco to robić kidy są jednorazówki???

    Na szczęście też mam wsparcie w rodzinie, tak jak Ty. To jest najważniejsze 🙂 A innym narzekającym należy tylko współczuć, takie jest moje zdanie 🙂

    Pozdrawiam

  • Mili
    11 września 2010 at 13:51

    Agatko ciąża i macierzynstwo to napiękniejszy okres w życiu kobiety. Nie chcę oceniać inne kobiety ale dla mnie to był cud. myślę ze te opinie sa opiniami matek sfrustrowanych, którym męzowie nei pomagaja ani deka. Co one maja ci powiedizeć, tylko Ci nawsadzać takich głupoot moga po po co ty masz sie cieszyć z bycia mamą.
    Kochana nie słuchaj takich opinii.
    Ja codizennie pzrez ponad pól roku czasu co 3 h sciągałam laktatorem mleko. Mój MIloszek nei potrafił ssać piersi, jak urodził się byl mały, położne nie pokazały mi jak to robic potem. Walczyłam z tym ale jakos nam nei wychodziło. Miłek miła małego dziubka i cyc mu nei pasował. Ale pokarm miałam wiec co kupiłam jeszcze będąc w ciąży laktator aventa, tak na wszelki wypadek. I dawaj potem i podawałam mu butelką. Jak sie okazało ze mam bardzo dużo pokarmu kupiłam elektroniczny , ale ten sie u mnei nei sprawdził bo w porównaniu z ręcznym byl za wolny dla mnei (też aventowski) i tak sobie codizennie dizeń i noc ściągalam pokarm, Uwierz mi dlamnie to zadna udreka była. Wiesz moze dlatego ze dizecko było wyczekane i wypragnione i w porównaniu z tym co przeszłam to była wszystko pestka.
    Poza tym te kupki , przewijania, kąpania i usypiania to dla kochających rodizcw to zaden obowiązek a przyjemność
    tak będize u ciebie

    buziaki

  • Agata
    11 września 2010 at 15:34

    Eeee, to trochę nie tak. W sumie czuję się skrzyczana…
    Zmęczenie, niewyspanie, ząbkowanie, smolenie do pieluch, poród, etc., to wszystko to na prawdę wysiłek i pewnego rodzaju trauma. Ale – jak piszesz – kiedy dadzą ci Maluśka do ręki to zapominasz o wszystkim. Nikt przecież nie mówi – "Nie kocham mojego dziecka, bo krzyczy w nocy". Chodzi o to, że większość z nas jeszcze się oswaja z byciem matkami i dobrze jest komuś zwierzyć się z ciężaru.
    Ale też bez przesady – nie bądźmy Matkami Polkami poświęcającymi się dla dziecka za wszelką cenę i na pokaz!
    Dla mnie poród był na prawdę traumą, bo był ciężki i trwał prawię dobę, w szpitalu spędziłam tydzień, utyłam jak słoń, miałam gorączkę, bo mi się kanaliki zapchały i dziecko nie miało co ssać, chwała Bogu ominęły nas kolki, ale ząbkowanie do teraz daje nam się we znaki, itd, itd. Ale jeśli mi ktoś zarzuci, że nie kocham mojego dziecka, że nie dostałam niesamowitego zastrzyku szczęścia, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, że nie rozpowiadam na prawo i lewo czego to moje dziecko nie umie – to palnę w łeb!
    Chcę mieć drugie dziecko, ale już wiem czego się spodziewać.
    Pozdrawiam.

  • Sylvia
    11 września 2010 at 17:35

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Sylvia
    11 września 2010 at 17:39

    I bardzo dobrze, że nie słuchasz tych wszystkich "dobrych rad" tylko swojego serca.
    Te wszystkie historie o porodach są zdecydowanie przerysowane. Owszem trochę boli-ale jeśli wiesz jak oddychać to sobie z tym poradzisz. Poza tym dużą rolę odgrywa tutaj nastawienie-jeśli ktoś idzie na porodówkę z nastawieniem, że "będzie bolało", no to będzie i koniec kropka.
    Ja swój poród wspominam jako coś naprawdę wyjątkowego – chociaż łatwy nie był. Cieszę się, że dane mi było przeżyć cud narodzin i wierzę, że jeszcze kiedyś przeżyję to po raz wtóry:)
    Cieszę się, że nie zaprzątujesz sobie głowy uwagami, których nie szczędzą te wszystkie "Ciocie Dobra Rada":)
    W dalszym ciągu słuchaj instynktu i tego co podpowiada Ci wnętrze – to najlepsza z możliwych opcji!
    Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego co dobre dla Was:)

  • Hafija
    11 września 2010 at 20:17

    Dzięki dziewczyny – teraz widzę, że to nie ja zbzikowałam 😀 i to nie czepialstwo.

    Agato! Dlaczego okrzyczana? Absolutnie nie chodziło mi o Ciebie, ani trochę!! W piątek jedna przemiła Pani w biurze mnie zmotywowała do tego posta 🙂
    Ja rozumiem, że zwierzyć się z ciężaru ale to dobrze jak usiądą dwie mamy z maluchami na rękach i się podzielą ze sobą smuteczkami – mi chodziło raczej o straszenie ciężarnej 😀

  • Agata
    11 września 2010 at 23:14

    O, no nie gniewam się, myślałam, że przeholowałam w narzekaniu 🙂
    Dzisiaj Władek na spacerze powiedział swoje piąte świadome słowo "miał" (jak robi kotek?). W ogóle jestem z niego bardzo dumna i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kiedy pracowałam – raptem dwa i pół miesiąca – byłam jakaś taka struta, nie chciałam, żeby potem pytał "a kto to jest ta pani?". Czasami odkładam co tam mam baaardzo ważnego do roboty i bawię się z Władkiem klockami, autkami, pokazuje mu kolory, książeczki, pozwalam bazgrać w "oficjalnym" notesie, potem po raz setny oglądamy Traktora Toma na You Tubie, a ja się wydurniam, żeby go rozśmieszyć. Kiedy go zasypiam (nie mówimy usypiać, bo mi się to kojarzy z weterynarzem…) głaszczę go po buzi i wewnątrz malutkiej dłoni, a on patrzy na mnie taki zadowolony i senny.
    Mam wspaniałe dziecko i przez dobre pół roku stojąc nad łóżeczkiem kiedy spał zbierało mi się na płacz, że jest taki śliczny i taki mój.

    Tak, najważniejszy jest instynkt, sama wypracujesz co się sprawdza a co nie.
    Wiem, że będziesz dobrą mamą, Agatko.
    Całuski, bo pora już spać:)

  • MagdaLena
    12 września 2010 at 01:17

    E tam – gadanie… mówi, że jest pozbawiony takiej cudowności jak noszenie dziecka,czy porod, bo co by nie mowil – i tak rodzic nie musi. faceci mogą gadac rozne rzeczy, ale robote do wykonania i tak mamy my – babki 😉 dla mnie to do końca za sprawiedliwe nie jest, że to nasze tylko brzuchy sie rozciagaja, czasem robia rozstepy, jak na niebie błyskwice, ze piersi wisza po karmieniu, czasem sie tyje itd., a faceci nic… Ew. jak mu sie nie podoba zona w nowym wydaniu, moga zmienic… 🙁

  • Hafija
    12 września 2010 at 11:56

    Nigdzie nie napisałam, że mu się żona w nowym wydaniu nie podoba. Jest raczej na odwrót. Według mnie to, że facet fizycznie się nie zmienia nie znaczy, że w środku też pozostaje taki sam. Nigdy nie miałam problemu ze "sprawiedliwością" posiadania dzieci. Nawet za obietnicę wiecznej urody i gładkiego ciała bym tej "roboty do wykonania" nie oddała. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy facet przechodzi ciążę z żoną/kobietą, nie każdy gada do brzucha, nie każdy widzi ile wyrzeczeń to kosztuje kobietę ba, niektórzy nawet się złoszczą, że ich kobieta wygląda jak słoń. Na szczęście mój Małżon do takich nie należy i gdyby mógł to jestem pewna jak śmierci, że zabrał by dzieciaka z mojego brzucha i wsadził do swojego, a skoro nie może to jedyne co może to słowem i czynem wesprzeć. Poza tym to takie urocze jak się złości "Ty już czujesz jak się rusza, a ja nie – to niesprawiedliwe".

  • Mama Julisiaczka
    18 lipca 2011 at 17:03

    No, widzę że mamy podobny punkt widzenia w pewnych sprawach.
    Bo prawdą jest, że matki mają ciężko, ale za to kłamstwem jest niemówienie o tych dobrych stronach macierzyństwa.

    Poza tym smutek mnie ogarnia, że kobiety nie potrafią się wspierać tylko straszyć. Czemu żadna matka nie wypowiedziała się obiektywnie, tylko jedna przez drugą licytowały, która miała gorzej…

  • Duśka
    8 kwietnia 2013 at 23:01

    Amen Siostro :*

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki