A właśnie, że nie…


…będzie nikt dotykać mojego brzucha!

Będąc w ciąży spotykają  kobiety przeróżne „kurioza”! O czym mówię…?
Oto wykaz:

DOTYKANIE / MACANIE / MASOWANIE / BRZUCHA 

  • Nikt normalny nie maca po brzuchu znajomych / współpracowników / kolegów / koleżanek bez pozwolenia.  Idąc do pracy, na spotkanie, na imprezę, do kina normalnie raczej nie zdarzy ci się, że ktoś znienacka zacznie głaskać twoje ciało. Ale chyba powszechnie uważa się, że jak kobieta nosi w brzuchu swoje „młode” to można ją dotykać bez pytania i śmiało a w dodatku, że to jest  miły gest „Oo”. Przekracza to moje postrzeganie świata! To jest wręcz obleśne! Gdzie poszanowanie intymności ciężarnej! Tak – cieszę się, że będę miała dziecko, tak to cudowne uczucie – ale jak chcecie je ze mną dzielić to macanie po brzuchu nie jest najlepszym rozwiązaniem. Czy to boli zapytać o pozwolenie? Obiecałam sobie, że następną osobę, która bez pytania wyciągnie ręce „ku memu brzuchu” klepnę w tyłek – z całej siły!! Jedynie mój mąż i najbliższa rodzina może mnie obmacywać radośnie

KOMENTARZE DOTYCZĄCE WIELKOŚCI / KSZTAŁTU BRZUCHA LUB ZMIAN FIZYCZNYCH PRZYSZŁEJ MATKI

  •  „Utyłam? Żartujesz? Dobrze, że mówisz bo bym nie zauważyła!” „Na prawdę uważasz, że powinnam być grubsza jak na ten miesiąc?” ! Nie jest normalne, że pani w sklepie, ochroniarz w firmie, kanar w autobusie, jakaś osoba z biura, którą widzę po raz drugi w życiu komentuje kształt mojego ciała!! Dramatyczna i drastyczna zmiana ciała jest sama w sobie ciężka do zrozumienia (szczególnie za pierwszym razem) nie potrzeba o tym przypominać albo głośno „mądrzyć się”, że nie wyglądam na ten czy tamten miesiąc ciąży. Ciąża jest sama w sobie stresująca – nie potrzeba mi dodatkowych „życzliwych” słów.

DOBRE RADY „BARDZIEJ OBEZNANYCH” OSÓB

  •  A gdzie będziesz rodzić, a masz już ubranka dziecięce / ubrania ciążowe, a jaka płeć, powinnaś siedzieć w domu, powinnaś pracować więcej, powinnaś się ruszać, powinnaś leżeć, powinnaś ćwiczyć, a jakie ułożenie dziecka – oj to źle  / dobrze, a ile ma cm, a ile waży, ale brzydkie imię, ale ładne imię, nie kupuj tego kocyka, kup takie łóżko, kup taki wózek, nie kupuj takiego. Niekończąca się tyrada dobrych rad z ust WSZYSTKICH naokoło, którzy już mają dzieci i nie pytani napychają mój mózg mądrościami babci Gieni. I każdy się zna, a ja jestem zielona i mam ich wszystkich słuchać jak wyroczni bo inaczej… i tu pojawia się szereg przeróżnych konsekwencji, które mnie mogą spotkać jak nie zastosuję się do wskazań… I nikt nie rozumie, że jak chcę się kogoś poradzić to nie będzie to raczej „pani Czesia z kasy biletowej”. Mam grono osób, które pytam o opinie i o zdanie, a przede wszystkim mam rodzinę. …mam też szczęście bo moja mam jest o tyle cudowna, że wytłumaczyła mi, że jak ma się dziecko to ta „wielka mądrość wszystkich naokoło” sama przychodzi do mamy. Jak mi powiedziała: „To się czuje.”

MONOTEMATYCZNE KONWERSACJE

  • Wygląda  na to, że zanim obwieściłam światu nowinę o rychłym nadejściu potomka mego można ze mną było gadać o wszystkim. Teraz natomiast wszyscy naokoło (oprócz tych kilku wspaniałych osób, które wiedzą, że poza ciążą też mam jakieś swoje życie, zainteresowania, opinie itd. – Wam serdecznie dziękuję!) nawijają o ciążowych wzlotach i upadkach. O pieluchach, ubrankach i (o Mój Boże!!) o tym jak oni mieli małe dziecko, byli (były) w ciąży – (nieważne, że to było sto lat temu, nie ważne, że dzieci już są dorosłe i mają swoje dzieci!!). Jak chcę o tym z kimś porozmawiać to (patrz DOBRE RADY „BARDZIEJ OBEZNANYCH” OSÓB). I jeżeli zdecyduję się nazwać dziecko Wesoły a na drugie Skrzat to jest to moja osobista decyzja! Jak  chcę kupić dziecku zamiast łóżka ozdobną kołyskę to kupię i tyle!!

I tak tu na blogu dzielę się z wami swoimi ciążowymi sensacjami 🙂 i z radością czytam o waszych „przygodach” z brzuszkiem jakie zostawiacie w komentarzach za co wam dziękuję. Całe powyższe odnosi się do osób, które spotykam na ulicy, w sklepie, w pracy – osób z którymi nie dzielę się i nie chcę dzielić się  swoim „małym” szczęściem na co dzień…

Myślę, że każda kobieta w ciąży miała ten moment kiedy chciała komuś strzelić „w pysk” bo nie pytany, nie proszony stał się nagle „najlepszym przyjacielem” i energicznie wymacał wasze ciało z zaskoczenia!
Dla każdego takiego mądrali w imieniu każdej sfrustrowanej kobiety w ciąży, która zgadza się ze mną:

[PLASK]

 🙂 od razu lepiej…

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

9 komentarzy

  • kesler
    27 sierpnia 2010 at 20:43

    ojjj….nie raz "w kieszeni otwierał mi się scyzoryk" gdy słyszałam podobne komentarze 🙁 Rozumiem Cię doskonale. Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Sylvia
    27 sierpnia 2010 at 21:58

    Mi na szczęście przez całe 9 miesięcy nikt prócz Męża brzucha nie dotykał (no, nie liczę mojej lekarki;)ale to inna bajka).
    Natomiast co do tematu "brzuch" w rozmowach, to pojawiał się zazwyczaj podczas konwersacji z osobami, które mój "odmienny" stan wprawiał w zakłopotanie (nie wiedzieć czemu tak), wtedy lawina pytań typu jak się czujesz, co jesz, czy możesz spać w nocy itd.itd. zdawała się nie mieć końca.
    Dzisiaj zresztą w dalszym ciągu najczęstsze pytanie jakie słyszę to "czym karmisz Mała" oraz "Czy śpi Ci w nocy?" Mam powoli tego dość!:D Bo tak naprawdę wiem, że może jedną osobę na dziesięć zadających mi to pytanie tak naprawdę to interesuje. Ale cóż zrobić…:)

    Pozdrawiam serdecznie i zdrówka i sił życzę Wam Obu lub Obojgu:);0

  • Hafija
    27 sierpnia 2010 at 22:27

    A u mnie najczęściej rozmowy zaczynają osoby …jakby to ładnie powiedzieć… dużo starsze… i jeszcze to ciągłe, ukradkowe spoglądanie na brzuch… Ko-szmar!

  • Lagatka
    27 sierpnia 2010 at 22:45

    Ech, no ja sobie wyobrażam, że taka monotematyka może przeszkadzać, choć przyznam się, że gdybyśmy przypadkiem kiedyś, gdzieś się spotkały, to pewnie jeszcze zanim bym pomyslała, zapytałabym się jak się czujesz 🙂 Sądzę, że 99,9% tych komentarzy, dobrych rad, pytań o których piszesz, podyktowanych jest życzliwością i choć Ciebie to męczy, myśl sobie, że to wszystko z dobroci serca 🙂
    Brzuszków trochę się już nagłaskałam, ale nigdy nie robiłam tego bez pytania, najczęsciej moje koleżanki same kładły moją rękę na swoim brzuchu i mówiły: potrzymaj, może się zarazisz 😉

  • Klaus
    28 sierpnia 2010 at 08:29

    ależ się uśmiałam:))) oczywiście nie z tego co opisujesz tylko w jaki sposób:) Och doskonale znam te bolączki mamy z brzuszkiem…całkiem niedawno to było. Kochana powiem Ci jedno choc mało pocieszające…po urodzeniu maluszka ilość 'dobrych rad', wskazówek, zaczepek i uwag wzrośnie po stokroć, wtedy to dopiero trzeba uzbroić się w cierpliwość żeby wszestkich 'życzliwych' nie pozarzynać… i wtedy też pamiętaj, jest tak jak mowi Ci mama: będziesz wiedziała sama, bo każda mama po prostu "wie":)

  • ivcia
    28 sierpnia 2010 at 09:04

    Niezłe:))))ciekawie opisane.
    Wiem, takie rozmowy drażnią czasami, zwłaszcza kobiety ciężarne, ale cóż, niektórzy pewnych rzeczy nie rozumieją…
    Twoje ciało – Twoja własność – Pozdrawiam

  • Agata
    28 sierpnia 2010 at 18:38

    No wiesz, potem (a propos konwersacji monotematycznych) będziesz mówiła TYLKO o kupkach/ząbkach?ulewaniu etc. KOSZMAR!!! Czemu nikt młodej mamy nie pyta co ostatnio czytała na przykład?
    A rady porodowe są boskie; koleżanka powiedziała mi, że jej Kubuś urodziła się szybko, ech, w parę minut i dosłownie od razu mogła z nim po korytarzu spacerować. Ja moje Młode rodziłam w bólu i upokorzeniu i nie umiałam chodzić wyprostowana przez tydzień (CC).
    Oj, ale nie straszę – każda z nas rodzi inaczej. CAŁUSY 🙂

  • Hafija
    28 sierpnia 2010 at 18:48

    Nie straszysz. Ja (jeszcze) porodu się nie boję. Z resztą wszystkie wyzwania w życiu podejmuję z podniesioną głową i biorę się za bary. A jak będzie źle to mam nadzieję, że będzie już za późno na strach 😀
    Przykro mi, że miałaś tak traumatyczne wspomnienia z porodu – ale teraz możesz spojrzeć na cudowny efekt tych męczarni – coś czuję, że warto było, nie? 🙂
    A co do konwersacji kupkowo-zupkowo-ulewaniowych – to tak – tego się boję 😉

  • agnesha
    31 sierpnia 2010 at 07:41

    o matko jak sobie przypomne to macanie brzucha to sie gotuje, mnie tez to strasznie denerwowalo, niestety pozniej nie bylo lepiej… latem jak maluch jechal w wozku , obcy ludzie potrafia zajrzec i sobie podotykac, polaskotac i skomentowac, jakie sliczne stopki , jaki pultasek itp. jak sobie pomyslalam ze taka jedna z drugim wysiedli z autobusu, trzymali sie tych wszystkich rurek, brudnych klamek itp. to mnie napawali obrzydzeniem strasznym , teraz mysle ,ze bylam agresywna mloda mama , jak lwica bronilam mlode przed wscibskimi 🙂

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki