Trochę o testach…


Zrobiłam ich milion… każdy pozostawiał coś do życzenia… każdy pozostawiał wątpliwości…

Najpierw był płytkowy i właściwie nic nie pokazał, ale jak go pokręciłam to pod pewnym kątem zobaczyłam drugą kreskę.
Małżon powiedział „Co to niby jest? Jaka kreska? Przewidziało ci się!

Co drugi dzień robiłam nowy. Ale kreska nie pokazywała się – lub tylko pod kątem.

Przelewowy pokazał kreskę po około 30 minutach –  pomyślałam –  dupa, nic z tego nie będzie po tylu minutach to już nie jest wiarygodne.

Ale tuż przed terminem okresu kiedy już byłam po pierwszej wizycie u ginekologa (cyt:”Zapalenie jajników a nie ciąża i po co pani te testy robi”) kolejny test pokazał dwie wyraźne kreski.

Złapałam więc test elektroniczny i oto wynik:

 

No i zrobiłam test krwi – β-ę (nie wiedziałam nawet co to jest na początku – cóż, jestem ciążowym nowicjuszem!)

Małżon uwierzył… a teraz zanim powie mi dzień dobry rano to pierwsze słowa brzmią: „Jak się czuje Fasolka? Wyspała się?”
A ja odpowiadam: „Jasne Fasolka się wyspała, tylko ja się kręciłam całą noc bo z gorąca nie mogłam zasnąć – dzięki, że pytasz!”

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

2 komentarze

  • Lagatka
    16 lipca 2010 at 20:54

    Boziu, ile ja już tych testów narobiłam … ale takiego elektronicznego to nie mam na składzie 🙂
    Mocno pozdrawiam

  • Jadzik
    17 lipca 2010 at 01:38

    Mi wystarczył jeden… Który po kilku sekundach pokazał dwie wyraźne krechy 🙂 Ale ja robiłam go tydzień po spodziewanej miesiączce. Już czułam wcześniej że to jest to, ale chciałam się upewnić:)

Pozostaw odpowiedź Lagatka Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki